Zapiski z Meksyku cz. 3

14 dzień Palenque, Becan, Xpujil

   Dzisiaj czas na piękne miasto Majów – Palenque. Dostojne, wyniosłe ruiny oczarowują nas już na samym wejściu. Uwagę przykuwa charakterystyczna wieża, prawdopodobnie obserwatorium astronomicznego, usytuowana w centralnej części Pałacu. Wrażenie robi również ogromna piramida ze Świątynią Inskrypcji, zawierająca 620 hieroglifów i grobowiec znakomitego władcy Pakala. Natomiast największe – opowieści naszego przewodnika Victora, który uparcie forsuje tezę, że to ani Krzysztof Kolumb, ani nawet wcześniej Wikingowie nie byli pierwszymi odkrywcami Ameryki. Liczne ślady w rzeźbionej w kamieniu historii Palenque i wielu innych miejsc kultury Mezoameryki wskazują na wpływy egipskie, chińskie czy hinduskie. Victor pokazuje nam chińskie węże rzeźbione na elewacjach świątyń i Pałacu (choć dla mnie to ciągle indiański Pierzasty Wąż, mimo, że analogii łatwo się doszukać), skośne oczy indiańskich głów, egipskie symbole ukryte pośród kamiennych figur, egipski „rysunek” postaci, hinduskie kształty kobiet Majów i wiele przykładów świadczących o tym, że kiedyś mogły nastąpić kontakty pomiędzy kontynentem amerykańskim a azjatyckim czy afrykańskim. To kolejna hipoteza, kolejny kij włożony w mrowisko. Historia Mezoameryki wciąż pozostaje niezbadana, nie odkryta, pełna tajemnic. Dlatego też tak fascynująca.

   Czas pożegnać Palenque. Przed nami daleka droga do Becan i Xpujil, kolejnych miejsc związanych z Majami. Lunch jemy w lokalnej knajpce przy drodze, gdzie na żelaznym piecu opalanym drewnem Indianki smażą nam świeże tacosy i inne pyszności.

   Becan i Xpujil to ważne miejsca w historii Majów. Tu krzyżowały się szlaki handlowe prowadzące prostymi jak strzała i gładkimi jak stół sławnymi białymi drogami Majów, sacbeoes. Ślady współpracy handlowej sięgają aż do mitycznego Teotihuacan w centralnym Meksyku. Tu powstał również i wykształcił się charakterystyczny tylko dla tego rejonu styl architektury zwany Rio Bec z charakterystycznymi zaokrągleniami. Wyjątkowe a będące na uboczu głównych turystycznych szlaków miejsca w których ciągle panuje cisza i spokój. Tu można choć na chwilę oddać się medytacji w cieniu monumentalnych budowli otoczonych wszechobecną przyrodą.

15 dzień Uxmal, Merida

   Kierunek – piękne miasto konkwistadorów Merida, po drodze kolejne magiczne prekolumbijskie miejsce – Uxmal.

   Gęsta roślinność lasów tropikalnych ustępuje powoli miejsca florze walczącej o przetrwanie na kamiennym podłożu półwyspu Jukatan. Dostatnie w wodę tereny przechodzą w miejsca, gdzie woda jest na wagę złota. A i tu Indianie czasów prekolumbijskich potrafili się zaadoptować i zbudować potężne siedziby stawiając wielkie zbiorniki wodne lub wykorzystując naturalne wody podziemne skryte w ogromnych jaskiniach – cenote.

   Jadąc przez półwysep zatrzymujemy się na krótki postój przy wiejskim cmentarzu, którego pastelowe grobowce swoim cieniem osłania potężne drzewo. Cmentarze są tu niewielkie, gdyż ziemia na wapiennych skałach Jukatanu to rarytas wykorzystywany głównie do upraw.  Niezmiernie ciekawy jest dla nas nie tylko sam cmentarz, ale praca, którą wykonuje tu indiański kopidół. Jak się okazuje, aby zaoszczędzić miejsca złożony do grobu nieboszczyk wykopywany jest już po trzech latach, gdy zostają z niego jedynie kości. Następnie wkładany do niewielkiego grobowca rodzinnego w którym złożeni są jego przodkowie. W ten sposób cenna ziemia jest oszczędzana, a kamienny płot ogradzający nekropolię ma ten sam kształt i wielkość jak przed wiekami.

   Kolejny przystanek to klasyczne wiejskie domostwo Majów. Violeta, nasza przewodniczka zaprasza nas do nieco zaskoczonej niespodziewana wizytą, ale niezwykle gościnnej indiańskiej rodziny. Gospodarz domu prosi jedynie o chwilę na uporządkowanie rzeczy w chacie, bo daje się tu odczuć brak kobiecej ręki. Jego żona zmarła kilka lat temu, a córki jak to córki… Co innego mają na głowie. Typowa chata Majów to niewielki owalny jednoizbowy kryty strzechą budyneczek skonstruowany z połączonych naturalnym spoiwem pionowych grubych patyków. Nie posiada okien a jedynie dwoje stojących na przestrzał drzwi, w zasadzie tylko otworów drzwiowych. Wewnątrz znajduje się ołtarzyk, tutaj gdzie jesteśmy z podobizną zmarłej żony i pokój codzienny (mówiąc nieco na wyrost – living room) zamieniany wieczorem na sypialnię. Kuchnię znajdziemy w podobnym budyneczku obok. Chaty naszego gospodarza są już nowocześniejsze, mają frontowe fragmenty zbudowane z cegły i są bielone. Dzieciaki, których jest tu niepoliczalna ilość i są głównie wnukami pana domu, z radością dzielą się, nadzwyczaj sprawiedliwie, otrzymanymi słodkościami. Jeszcze tylko kurtuazyjna rozmowa o życiu i ruszamy dalej.

   Poświecone w głównej mierze Bogowi Deszczu i Burz Chac’owi miasto-państwo Uxmal wita nas przepiękną ogromna Piramidą Czarownika (Wróżbity) o niespotykanej owalnej podstawie, niczym zwielokrotniona wiejska chata. I mnóstwem przedstawień Chaca. Co w rejonie tak dotkliwie dotkniętym brakiem wody jest jak najbardziej zrozumiałe. Wielkie oczy i zaokrąglone potężne nosy wystają z niemal każdej elewacji, z każdej piramidy czy świątyni. Uxmal jest bajecznie piękne i ogromne, mimo, że odkryto i wydarto naturze jedynie niewielką jego część. Z niezwykłą przyjemnością włóczymy się po jego zakamarkach w cieniu (upał daje się we znaki) majestatycznych, bogato rzeźbionych budowli. Wspinamy się na jedną z piramid, by z lotu ptaka ogarnąć cały teren i okolicę. Wszyscy jesteśmy pod silnym wrażeniem miejsca. Jest po prostu genialne. I niemal zupełnie puste, co tym bardziej pozwala wczuć się w atmosferę miejsca. Jedynymi stałymi mieszkańcami Uxmal są wielkie jaszczurki – iguany, niezbyt bojaźliwie reagujące na nasz widok.

   Czas na Meridę, kolonialne XVI-wieczne miasto o pięknych zabytkach, których większość znajduje się bądź przy samym głównym rynku bądź też w jego bezpośredniej bliskości. Założyli Meridę, obecną stolicą stanu Jukatan, i zabudowali pierwszymi wspaniałymi budowlami członkowie hiszpańskiego rodu de Montejo, z Francisco na czele. Charakterystyczna elewacja jednej z okazałych kamienic pokazuje siłę ale i butę zdobywców Jukatanu. Umieszczone na poziomie 1-go piętra potężne rzeźby przedstawiają hiszpańskich zdobywców w pełnej zbroi stojących na głowach pokonanych. Zwycięzców się nie osądza. Podobno.

   Merida jest na naszym celowniku już od kilku dni. Nie tylko z uwagi na zabytki. To tu produkuje się i sprzedaje najlepsze w całym Meksyku kapelusze Panama. Lekkie jak piórko, miękkie jak jedwab wytwarzane są ze specjalnej odmiany palmy w warsztatach umieszczonych w przesiąkniętych wilgocią grotach, by łatwo poddawały się ręcznej obróbce i przybierały pożądany kształt. Cena dobrych, oryginalnych wyrobów nie jest niska, ale kapelusze znajdują wielu nabywców. Również wśród nas.

  Wieczorem miasto zaprasza nas na karnawałowy pochód przechodzący głównymi ulicami miasta pośród tłumów widzów, nieskończonej liczby straganów i bufetów na dwóch kółkach serwujących lokalne przysmaki. Wielobarwne stroje uczestników, hałaśliwa muzyka, platformy z tancerzami i tancerkami, konfetti sypiące się kilogramami nad głowami widzów, a generalnie reklama wszystkiego co da się sprzedać w mieście i okolicy przewalają się przez Meridę do późnych godzin nocnych.

16 dzień Chichen Itza, cenote, Cancun

   8 marca, Dzień Kobiet. Współczesny „prywatny” Meksyk nie obchodzi tego święta w jakiś szczególny sposób. Instytucje państwowe ograniczają się jedynie do oficjalnych gestów. Nasze panie otrzymały zupełnie nieoficjalnie po pięknej meksykańskiej róży. Szanowne Panie, wszystkiego najlepszego!

   A prezentem dodatkowym jest nadzwyczaj atrakcyjny program dnia. Na trasie mamy jedno z najniezwyklejszych, historycznych miejsc związanych z prekolumbijską kulturą Indian. Chichen Itza. Jeśli w wielu miejscach Majów, Azteków czy Tolteków mogliśmy czuć się niemal jak odkrywcy, towarzyszyła nam cisza i rozległa przestrzeń lub dżungla tutaj nie mogliśmy na to liczyć. Piękne, kapitalnie zachowane Chichen Itza to miejsce pielgrzymek turystów z całego świata chcących choć dotknąć wspaniałych pozostałości V-wiecznego miasta-państwa, zagłębić się w niezwykłą, niezbadaną do końca historię miejsca, otrzeć się o niebywałą kulturę Majów. To przecież tutaj zobaczyć możemy największe w Mezoameryce boisko do indiańskiej piłki nożnej, peloty, spiralne Obserwatorium czy imponującą piramidę El Castillo czyli Świątynię Kukulkana, odpowiednika Pierzastego Węża Quetzalcoatla. Schody skierowane dokładnie w cztery strony świata prowadzą na jej szczyt, każdy bieg ma 91 stopni (razem 364 stopnie). 365 stopień stanowi wejście do świątyni. W czasie równonocy, 21.03 i 21.09 każdego roku, zaobserwować możemy tu niezwykłe zjawisko optyczne – cienie wschodzącego słońca układają się na schodach w kształcie pełzających węży. Zjawisko to każdorazowo gromadzi tysiące widzów. Nieco na uboczu odnajdujemy naturalny zbiornik wodny, rytualną jaskinię cenote, miejsce uświęcone przez Majów i Tolteków.

   Aby nieco ochłonąć od nadmiaru wrażeń i coraz silniejszego upału zmierzamy do cenote w której można popływać. Jaskini w kształcie cylindra o skalistych pionowych ścianach porośniętych bujną tropikalną roślinnością z krystalicznie czystą wodą, której tafla znajduje się kilkadziesiąt metrów poniżej powierzchni ziemi. Prowadzą do niej wykute w skale schody. Kąpiel w tym miejscu to niezwykła przyjemność. Tym bardziej, że otoczenie zostało przystosowane do wymogów współczesnego turysty. Przebieralnie, schowki na rzeczy, czy prysznice zapraszają swoją czystością. A restauracyjki czy bary na świeżym powietrzu zachęcają do przekąszenia drobnego co nieco i spłukania gardła pysznym zimnym lokalnym piwem czy drinkiem. Co oczywiście zrobiliśmy.

   Przed nami już tylko Cancun i zasłużony odpoczynek z drinkiem pod parasolką na plaży ciepłego, turkusowego oceanu. All inclusive ma swoje zalety.

17 dzień Tulum, Xcaret

   Dużo silnej woli i chęci poznania jednego z najpiękniej położonych miast Majów wymagało oderwanie się od przyjemności życia, jakie oferuje nadmorskie Cancun. Ale kilku z nas to się udało. Tym bardziej, że Tulum to jedno z nielicznych miast-państw na mapie kolonialnych podbojów tej części Ameryki, które bezpośrednio starło się z konkwistadorami i toczyło z nimi zażarte boje. I choć walka Hiszpanów z Majami o Jukatan trwała ponad dwadzieścia lat niewiele się o niej mówi, uważając często, że rozproszone siły Majów nie stawiały zaciętego oporu. I niewiele informacji na ten temat dociera do turystów, w przeciwieństwie do historii „zaledwie” dwuletniej wojny Cortesa z Aztekami w centralnej części Meksyku.

   Abstrahując od militarnego aspektu, Tulum jest bajecznym miejscem, gdzie białe skały na których osadzona jest zbudowana z białego kamienia twierdza i jej świątynie oświetlone rozpalonym słońcem prezentują się fantastycznie na tle błękitnego nieba i turkusowej toni oceanu. Ogromne iguany spoglądają na nas z każdego jej zakątka. Dzika plaża pod klifowym urwiskiem, na którą niemal wprost ze świątyni prowadzą drewniane schody, okupowana jest przez dziesiątki turystów pragnących choć zamoczyć nogi w tym wyjątkowym zupełnie miejscu. A kąpiel pośród wysokich fal oceanu z widokiem na zabytkowe Tulum jest niezapomnianym przeżyciem.

   Wagonikami niewielkiej kolejki wracamy pod usianą knajpkami i straganami główną bramę stanowiska archeologicznego. Przy odrobinie szczęścia podziwiać tu możemy voladores – „latających ludzi” okrążających głową w dół trzynaście razy ogromny pal czy zrobić sobie zdjęcie z ozdobionymi kolorowymi piórami, wymalowanymi w rytualne barwy Indianami. Za drobną opłatą.

   Dzień zamyka wielkie show o zmierzchu – teatr, światło i dźwięk w Xcaret. Ogromny amfiteatr pod dachem mieści się w fantazyjnym parku rozrywki pełnym bujnej roślinności, kolorowych papug, różowych flamingów i innych przedstawicieli tutejszej fauny. Znajdziemy tu również rodeo z występami jeźdźców obojga płci, odbudowaną hacjendę i wiele innych zajmujących miejsc. Park kończy się nad brzegiem oceanu. Spędzić tu można cały dzień, a liczne knajpki rozlokowane na całym wielkim obszarze nie dadzą umrzeć nam z głodu.

   Zasiadamy na chwilę w jednej z nich po czym udajemy się na przedstawienie. Dwuczęściowy spektakl w niezwykle barwnej formie ukazuje nam historię Meksyku od powstania dawnych kultur Mezoameryki aż po czasy konkwistadorów, grę w pelotę czy inne obrzędy oraz tańce regionalne z wielu obszarów Meksyku. Żywo reagująca publiczność bawi się doskonale. Późną nocą wracamy do Cancun, by zdążyć przed zamknięciem hotelowej restauracji na nasz „all inclusiv’ny” posiłek. Z lampką dobrego meksykańskiego wina.

18 dzień Cancun/ 19 dzień lot Cancun – Mexico City – Polska

   Przedostatni dzień naszej nadzwyczaj bogatej w atrakcje długiej podróży przez Meksyk Azteków, Tolteków, Misteków czy Majów, przez Meksyk kolonialnych miast i indiańskich miasteczek czy wiosek, przez Meksyk niezwykłych krajobrazów i lokalnych knajpek przy drodze spędzamy leniuchując na białej plaży ciepłego oceany, degustując smakowite potrawy i napoje, kupując ostatnie pamiątki u plażowych sprzedawców, fundując sobie nowe wakacyjne fryzury. Z wielu dostępnych w ramach programu all inclusive restauracyjek i barów mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu basenowy sushi bar i przylegająca do niego restauracyjka. I myślę, że w tej opinii nie byłem odosobniony. Ostatni wieczór planujemy spędzić właśnie w niej, tym bardziej, że wieczorem zmienia swój charakter na meksykański. Czyli lepiej być nie może. A i okazja jest nie lada – nie dość, że to pożegnalna kolacja, to jeszcze wigilia urodzin jednej z nadzwyczaj sympatycznych uczestniczek wyjazdu. Kelnerzy, którym wystarczało jedynie szepnąć do ucha informację o nadzwyczajności spotkania przy stole, sprawują się rewelacyjnie. Szampan leje się strumieniami, panowie w wielkich sombrerach dbają, by solenizantka zapamiętała na długo wyjątkowe urodziny w wyjątkowym miejscu. A potem już tylko ostatnia noc w Cancun, oglądanie gwiazd nad ciemnymi palmami i wsłuchiwanie się w szum fal oceanu, łagodnie głaszczącego miękki piasek plaży.

   Do zobaczenia Cancun, do zobaczenie Meksyk. Będzie nam brakowało tego słońca, tej architektury, tych klimatów. Do następnego razu…

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.