Śnieżka na powitanie zimy.

Zimowa Korona Gór Polskich.
Śnieżka, 1602 m npm, Karkonosze.
 
Śnieżka na powitanie zimy.
 
   Zima, jak zwykle, zaskoczyła. Tym razem jednak nie drogowców, a turystów. Wędrujących po Karkonoszach w środku złotej polskiej jesieni niespodziewanie powitał gęsto padający śnieg. Zasypał białym puchem sudeckie kotły i szczyty. I został. Znaczy – czas na Zimową Koronę Gór Polskich. A jako, że akurat byłem w okolicach Karpacza swoje kroki skierowałem w stronę Śnieżki, najwyższego szczytu Karkonoszy mierzącego 1602 m n.p.m. Jest to trzeci co do wysokości szczyt Korony.
 
   Prowadzi na nią szereg szlaków zarówno od strony czeskiej, bo Śnieżka jest górą graniczną i najwyższym szczytem Czech, jak i polskiej. Z Karpacza wejdziemy czerwonym, czarnym przez Kopę, 1375 m npm, (na którą wjechać można za 24 złote wyciągiem krzesełkowym) czy najbardziej malowniczym – niebieskim. Wybrałem ten ostatni. Jest na pewno najbardziej popularny, ale jego uroda działa jak magnes.
   Zacząłem swoją wędrówkę od miejsca niezwykłego jakim jest usytuowana na zboczu Czarnej Góry świątynia Wang – drewniany kościółek Wikingów, bezcenne dzieło dawnej sztuki nordyckiej. Bo właśnie tuż obok świątyni, w  Karpaczu Górnym, znajduje się jedno z wejść do Karkonoskiego Parku Narodowego.
   Historia XII-wiecznego kościółka jest niezwykła. Zbudowano go bez użycia jednego gwoździa z bali sosnowych w południowej Norwegii, w miejscowości Vang położonej pod górą, którą zamieszkiwał troll Tindull Grindo. Kościół kupiony został od Norwegów w XIX wieku przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma do muzeum berlińskiego. Na prośbę zaprzyjaźnionej z królem hrabiny Fryderyki von Reden z Bukowca wiosną 1842 roku przetransportowany został z Berlina w Karkonosze. Tu dwa lata później w obecności króla, jego małżonki, księcia holenderskiego Fryderyka i wielu znamienitych gości nastąpiło uroczyste otwarcie i poświęcenie kościoła.
   W XIX wieku postawiono przy świątyni kamienną dzwonnicę. Jej zegary wyznaczają godziny zwiedzania wnętrz kościółka. Oczekując na wejście przyglądam się drewnianym kolumnom ozdobionym plątaniną węży i roślin. Lwy na kapitelach występują w symbolicznej roli stworów strzegących bram. We wnętrzu podziwiać można skrzydlate smoki osadzone w górnych narożnikach XII wiecznych portali czy wyrzeźbione twarze Wikingów o wysuniętych rozdwojonych językach, symbolizujących przekazywanie wiedzy i mądrości następnym pokoleniom. Warto przejść się wąskim krużgankiem, którym otoczona jest świątynia. W miejscu tym ongiś Wikingowie zostawiali broń i sieci. Służył jako izolacja przed zimnem a zarazem był miejscem pokuty. Świątynia Wang to miejsce wyjątkowe, nic dziwnego, że przyciąga rzesze turystów.
   Spora ich część wędruje dalej w góry. Wystarczy za pięć złotych (dzieci gratis) wykupić wstęp do utworzonego w roku 1959 Karkonoskiego Parku i można przekraczając potężną drewnianą góralską bramę niebieskim szlakiem podążyć w stronę pierwszego z magicznych miejsc – schroniska „Samotnia”. Park ma łatwą do zapamiętania powierzchnię 5555 hektarów, z której część znajdująca się powyżej górnej granicy lasów podlega ścisłej ochronie. Podziwiać można tu najcenniejsze przyrodniczo i krajobrazowo partie Karkonoszy. Malownicze, ozdobione wpadającymi do jeziora jęzorami śniegu kotły polodowcowe, rozległe gołoborza, torfowiska czy fantazyjne w swoich kształtach formacje skalne.
   Brukowana wygodna droga wspina się początkowo przez piękne lasy świerkowe. Po chwili otwierają się przede mną rozległe przestrzenie i wspaniałe widoki. Krajobraz przecięty jest niewidzialną poziomą linią poniżej której natura zachowała piękne jesienne barwy. Powyżej magicznej granicy okolicę pokrywa delikatna warstwa świeżego śniegu. Jak na dłoni widać Srebrny Upłaz spod którego rozłożysty skalny kocioł opada w stronę górskiego jeziora, Równię pod Śnieżką czy wreszcie sam charakterystyczny wierzchołek Śnieżki. Docieram do usytuowanej na wysokości 1067 m npm Polany, ulubionego przez turystów miejsca piknikowego. Stąd żółty szlak odbija w stronę magicznych skałek – Pielgrzymów i Słonecznika. Niebieskim do „Samotni” została połowa drogi, czyli około pół godziny.
   W okolicach Koziego Mostka szlak zostawiając kamienny dukt odbija wąską ścieżką w prawo. Pnie się przez las w stronę uroczo usytuowanego nad strumieniem Łomnica Domku Myśliwskiego, do którego dostać się można drewnianym mostkiem. Chata powstała w roku 1924 pod nazwą „Św. Leonard nad Małym Stawem” i służyła w tamtych czasach myśliwym. Tereny te były stałym miejscem popasu jeleni. Natomiast święty Leonard to patron bydła, jeńców i więźniów, a także myśliwych. Dzisiaj budynek stanowi element systemu edukacji ekologicznej Karkonoskiego Parku Narodowego. Przeznaczony jest dla studentów i naukowców prowadzących badania na terenie parku. Kupić można tu książki, mapy czy foldery promujące Karkonosze.
   (Uwaga! Szlak niebieski na odcinku od Domku Myśliwskiego do Samotni jest zamknięty podczas zimy i w okresie zagrożenia lawinowego). Idąc dalej wychodzę poza barierę lasów i maszeruję kosówką. Krajobraz jest bajeczny! To pewnie jeden z najpiękniejszych zakątków Karkonoszy. Kotły wielką ścianą zamykają horyzont, ponad głazami i kosówką wyłania się Mały Staw i dach Samotni. W tym rejonie spotkać można wiele interesujących okazów natury jak wierzbę lapońską czy brzozę karpacką. W widocznym jak na dłoni pnącym się powyżej kosodrzewiny, tak zwanym piętrze alpejskim, raj znajdą pasjonaci przyrody. Rosną tu gatunki chronione a nawet endemiczne, jak skalnica bazaltowa czy jarząb sudecki. Osobliwością są relikty glacjalne – gnidosz sudecki, śnieżnica skalna, poryblin jeziemy i inne. Spotkać tu można gatunki wysokogórskie jak będące symbolem parku kalnice, pierwiosnki maleńkie czy kukliki górskie. Prawda, że nazwy brzmią sympatycznie?
   Jeszcze chwila i drewnianą kładką maszeruję tuż nad taflą jeziora, w którym odbijają się upstrzone śniegiem zbocza gór i budynek schroniska. Głęboki na sześć i pół metra Mały Staw jest całkiem pokaźny – ma 255 metrów długości i 185 szerokości i pewnie tylko z racji sąsiedztwa z jeszcze większym Wielkim Stawem nadano mu taką nazwę. Leżąca w połowie drogi z Karpacza Górnego na Śnieżkę drewniana Samotnia (1195 m npm) jest jednym z najstarszych i najpiękniejszych schronisk w Polsce. Jej charakterystyczna wieża z dzwonem stała się już symbolem przyjaznej atmosfery i świetnej kuchni. Odbywa się tu wiele ślubów, spotkań kulturalnych i sportowych czy tzw. „po latach”. Historia miejsca jest tak bogata, że starczyłaby na pracę naukową. Powiem tylko, że pierwsza budowla nad Małym Stawem stanęła zapewne jeszcze przed 1670 rokiem. Stawiane tu szałasy wraz z rozwojem turystyki przekształcały się w miejsca przyjazne biwakowiczom. Budynek schroniska w obecnym kształcie powstał w latach 1922-23. A w 1966 roku kierownikiem Samotni został Waldemar Siemaszko, stając się dobrym duchem i prawdziwą legendą tego miejsca. Zainteresowanych licznymi szczegółami historycznymi odsyłam na www.samotnia.com.pl
  Kilka minut marszu w górę znajduje się kolejne z wyjątkowych schronisk Karkonoszy – Strzecha Akademicka,1258m npm. Jej nazwa pochodzi z czasów, gdy po II wojnie światowej obiekt był własnością studentów wyższych uczelni krakowskich. Mimo, że jest to drugie co do wielkości schronisko w polskich Karkonoszach, ludzi jest tu znacznie mniej i ceny wyraźnie niższe. A widoki równie piękne jak z Samotni. Na osłoniętym od wiatru, wystawionym na zbawienne działanie promieni słonecznych tarasie zajadam się drugim śniadaniem. Po chwili przegania mnie jednak z niego kolejna porcja gęsto padającego śniegu. Pogoda zmienia się dosłownie co kilka minut. Potężny wiatr goni gęste jak pierzyna chmury, z których co rusz sypie się biały puch, by po chwili uraczyć mnie bajecznie rozświetlającym najbliższą okolicę i widoczne w dali doliny słońcem.
   Stąd już Równią pod Śnieżką (szlak niebieski łączy się z czerwonym) maszeruję w stronę rosnącego w oczach kamiennego stożka Śnieżki. Wspinające się na jej szczyt dwie drogi niemal zawsze pełne turystów nieodparcie kojarzą mi się z biblijną Wieżą Babel. Jak się okaże, nie bezpodstawnie. Na jej szczycie rozbrzmiewają języki wielu narodów. Czechów, Niemców, Rosjan, Węgrów, Anglików. I nie będących wcale w większości Polaków. Ale póki co czeka mnie jeszcze uciążliwa wspinaczka brukowaną kamieniami, ogrodzoną poręczami z łańcuchami, przysypaną śniegiem stromą ścieżką. W dole zostawiam położone u podnóża Śnieżki kolejne ze schronisk – Dom Śląski (lub „Pod Śnieżką”), 1400 m npm, jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc w Karkonoszach. Nie tylko ze względu na jaskrawo żółty kolor i socjalistyczno- przygraniczną historię zmian właścicieli. Od MSW po WOP. Budynek stoi na samej granicy polsko-czeskiej i kilkanaście minut spaceru od górnej stacji kolejki linowej na Kopę oraz kompleksu narciarskiego „Śnieżka”( www.kopa.com.pl). Obiekt został zbudowany w latach 1921-1922 według projektu wrocławskiego architekta Erasa. Z ciekawszych informacji, które znalazłem na temat schroniska to – „ciepła woda w okresie oferty sylwestrowej całą dobę”. Można nie tylko pobalować ale i porządnie się umyć.
   Szczyt Śnieżki zdobywam w nielicznym towarzystwie turystów. Jak wspomniałem – międzynarodowych. Nie wszyscy oni zdawali sobie sprawę z tego, że Śnieżka i okolice to naprawdę góry. A te mają swoje prawa i pogodę. Pewnie przynajmniej część z nich przy następnym wypadzie w góry odłoży buty na obcasie i kuse sukienki do obszernej szafy i ubierze się bardziej adekwatnie do panujących warunków atmosferycznych i zalegającego na trasie śniegu. A wydawało by się, że czasy panów w garniturach i pań na szpilkach zdobywających Giewont mamy za sobą…
   Śnieżka to swojego rodzaju kuriozum. Niewielki wierzchołek, zdobywany przez turystów już w XVI wieku, zabudowany jest do granic wytrzymałości. Oprócz drewnianej, postawionej w latach 1665 – 1681 przez hrabiego Krzysztofa Schaffgotscha kaplicy św. Wawrzyńca, służącej dawniej też jako schronienie, stoi tu również jedno z najdziwniejszych polskich schronisk, obecnie głównie restauracja i stacja meteorologiczna, górna stacja kolejki linowej prowadzącej z czeskiej strony oraz … czeska poczta. Pierwsze schronisko powstało tu w 1850 roku a ścieżkę na szczyt poprowadzono dwa lata później. W 1868 swoją chatę zbudowali tu Czesi. W roku 1900 powstało na zatłoczonym już wtedy szczycie drewniane obserwatorium meteorologiczne, na miejscu którego w latach 1967 – 76 postawiono kontrowersyjną żelbetową konstrukcję w kształcie latających spodków mieszczącą również schronisko. Ten niekonwencjonalny obiekt szybko stał się wizerunkowym symbolem góry do dzisiaj wywołując skrajne emocje. Kiedy jakiś czas temu zniszczeniu uległa część budowli, jej przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Ale dziś znowu spełnia swoje zadanie. Choć schroniskiem nie można już jej nazwać. Obowiązuje tu wiele zakazów odstraszających schroniskowych turystów. Nie wolno wnosić i spożywać własnych napojów czy jedzenia, za zrobienie zdjęcia zapłacimy trzy złote, tyle samo za toaletę. A ceny w bufecie są jak w przystało na szczyt Karkonoszy – wygórowane.

   Duża ilość budynków na czubku góry ma też swoje zalety. Jest gdzie się schować przed niemal zawsze wiejącym silnym wiatrem i śnieżną zadymką, by podziwiać niesamowite widoki roztaczające się na wszystkie świata strony.
   Czas wracać. Do rozstaju szlaków czerwonego i niebieskiego w miejscu zwanym Spaloną Strażnicą, 1430 m npm, schodzę tą samą drogą którą podchodziłem. Stąd czerwony biegnie na Przełęcz Karkonoską i dalej w Sudety. Idę jego śladem Srebrnym Upłazem na skraju kotła Małego Stawu. Widok stąd jest wprost niewiarygodny. Chylące się ku zachodowi słońce wspaniale oświetla spod kotłujących się chmur całą piękną okolicę. Pod moimi nogami srebrzą się płaty śniegu, daleko w dole czernieje tafla jeziora nad brzegiem którego przycupnęła Samotnia. Nad nią, oddzielona wyraźnymi pasami białej kosówki i lasu, pyszni się okazała Strzecha Akademicka. Po prawej, nad potężnym kotłem i Równią, horyzont zamyka charakterystyczny wierzchołek Śnieżki. Jest bajecznie!
   Już choćby dla tych krajobrazów warto zmienić marszrutę do Karpacza. A przecież po drodze mijam jeszcze odległe o 45 minut marszu od rozstaju szlaków wspaniałe skały Słonecznika. Warto i tu zatrzymać się na chwilę, odpocząć pod osłoną potężnych fantazyjnych głazów niemal wyrastających z gęstej kosodrzewiny czy porozmawiać z napotkanymi turystami. A można mieć takie szczęście jak ja i poczęstowanym zostanie się pyszną nalewką domowej roboty i świeżym ciastem. Opieram się wygodnie o gładkie kamienie wystawiając twarz do zachodzącego słońca i ani myślę schodzić w dół. Moje błogie lenistwo przerywa kolejna ciemna chmura, która zmusza mnie do ruszenia się z magicznego miejsca. Dalej już opadającym stromo w dół żółtym szlakiem dochodzę wąską ścieżką pełną zalegającego pomiędzy kosówką świeżego śniegu do kolejnej grupy niezwykłych głazów wystających samotnie kilkanaście metrów ponad ziemię. Są to majestatyczni Pielgrzymi. Jeszcze kilkanaście minut i docieram do kamiennego duktu, którym wędrowałem rano niebieskim szlakiem. Ten prowadzi mnie już do świątyni Wang i Karpacza.
   Piękna trasa. Godna tego by polecić ją wszystkim, nawet niezbyt wykwalifikowanym, ale dbającym o odpowiedni ekwipunek i ubiór, turystom. I wspaniale rozpocząć sezon zimowy w polskich górach.
 
Jerzy Pawleta
Śnieżka, Karkonosze
 
 Linki:

http://www.kpnmab.pl/pl/domek-mysliwski,116 – Domek Myśliwski
http://www.samotnia.com.pl/ – schronisko Samotnia
http://www.strzecha-akademicka.pl/ – schronisko Strzecha Akademicka
http://www.domslaski.pl/ – schronisko Dom Śląski

opublikowany: http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,10708626,Polska__Sudety_zima__Korona_Gor_Polskich___Sniezka.html

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.