Wakacje z dziećmi. Puszcza Zielonka.

Wakacje z dzieckiem.

Okolice Poznania.

Szlakiem kościołów drewnianych Puszczy Zielonka.

 

    Niewielki przewodnik wydany przez Związek Międzygminny „Puszcza Zielonka” był dla nas inspiracją do wyruszenia w stronę niemal przylegającego do Poznania boru otoczonego zabytkowymi wiejskimi kościołkami. Liczne jeziora tego rejonu kuszą obietnicą znakomitej kąpieli na łonie natury.

   Jako, że dziecko ma swoje prawa, głównie do zabawy i wypoczynku, na kilkudniowy wyjazd zapakowaliśmy samochód niemal po dach. Trudności z wcześniejszą rezerwacją miejsc zmuszały do przyjęcia każdej opcji. Upchnęliśmy więc śpiwory i masę ręczników, cały dmuchany osprzęt do pływania i stroje kąpielowe, buty i kurtki do chodzenia po lesie, piłkę i zabawki, ulubione książeczki Kalinki, puzzle i kości do gry. A jako, że mała jest alergikiem – karton żywności specjalnie dla niej. I tona ciuchów. Przecież jadą dwie kobiety. Mama i córka. Wszystkiego jak na wyjazd na miesiąc.

   Z Poznania kierujemy się drogą numer 196 na Murowaną Goślinę, by w rejonie pomiędzy tym miastem a maleńkimi Skokami znaleźć pierwszy nocleg. Nastawiamy się na agroturystykę z dala od drogi. Już kilka kilometrów za stolicą Wielkopolski do pierwszego postoju zachęca nas wieś Owińska. Podziwiać tu można XIII-wieczny klasztor pocysterski oraz mozolnie odnawiany imponujący późnoklasycystyczny pałac von Treskow. Zanim dotrzemy do tych obiektów, zwabieni turystyczną tabliczką przed osadą, skręcamy w lewo w wąską drogę. Znajdujemy tu za ceglaną bramą niewielki, będący niemal w ruinie renesansowy kościół p.w. św. Mikołaja z 1574 roku. Plac wokół niego porasta jedynie wysoka trawa i chwasty. A szkoda, bo miejsce jest nadzwyczaj malownicze.

   Na głównym skrzyżowaniu obok pałacowego parku ze stawem i fontanną skręcamy w stronę widocznej, wyniosłej bryły barokowego kościoła  p.w. św. Jana Chrzciciela, należącego do zespołu pocysterskiego, na który składa się również dawny klasztor oraz plebania. Ufundowane przez księcia Przemysława I oraz jego brata księcia Bolesława Pobożnego dla sióstr pochodzących z Trzebnicy opactwo, jak i całe Owińska, od założenia w połowie XIII wieku do kasaty zakonu w 1797 roku stanowiły własność klasztoru cysterek. Prowadziły tu między innymi szkołę żeńską. Od czasów pruskich włości przejęła rodzina berlińskiego bankiera von Treskow a w klasztorze utworzono zakład dla psychicznie chorych.

   Planujemy zwiedzenie wnętrza kościoła, ale zamknięty jest na głucho. Kalinka, uwielbiająca zwiedzanie i penetrację wszelkiego rodzaju wnętrz, jest wyraźnie rozczarowana. W pobliskiej plebani od pani gospodyni dowiaduję się, że proboszcza nie ma a ona piecze placek dla księdza i nie może wyjść z kuchni by nam otworzyć świątynię. Trudno, wpadniemy następnym razem. Może drzwi domu bożego będą uchylone a my przy okazji załapiemy się na ciepłe jeszcze racuchy.

   Za Murowaną Gośliną zjeżdżamy z głównej drogi by w Długiej Goślinie odwiedzić pierwszy z drewnianych kościółków. Tu zaczyna się nasz szlak wiejskich świątyń, w których często zachowały się gotyckie czy barokowe dzieła sztuki. Niemal wszystkie parafie tego rejonu powstały w średniowieczu z fundacji rycerskich, książęcych czy duchownych. Obecne kościoły wzniesiono pomiędzy XVI a XIX wiekiem. Wiążą się z nimi ciekawe historie, wydarzenia czy legendy. Jedna z nich mówi o niezwykłym przeniesieniu cudownego obrazu Matki Boskiej z Ostrowa Lednickiego czasów Bolesława Chrobrego do kościółka w Węglewie. Z kolei kaplica św. Rozalii w Sławnie w niewytłumaczalny sposób znalazła się na szczycie grodziska w gęstym lesie. Tutejsze dzieje bywają związane z wybitnymi czy ciekawymi postaciami tej ziemi. Na przykład sławny poeta renesansu Jan Kochanowski był tytularnym proboszczem kościółka w Kicinie a wnuk Mikołaja Reya, Andrzej, ufundował świątynię w Rejowcu.

   Tu gdzie się znajdujemy, w Długiej Goślinie, w czasach zarazy przebywały poznańskie benedyktynki, które w podzięce zostawiły szereg dzieł sztuki zgromadzonych w kościółku.

Szkoda, że jego wnętrze jest niedostępne na co dzień dla zwiedzających. Brak jest nawet informacji, gdzie znaleźć można osobę, która otworzyła by drzwi do tego ważnego nie tylko dla wiernych miejsca.

   Jedziemy dalej wyszukując na mapie miejsca w których możemy zatrzymać się na noc. Nie jest ich wiele. Tuż za Gośliną z wąskiej asfaltowej drogi zjeżdżamy na bity dukt prowadzący do osady Łoskot Stary. Tutaj nad jeziorem Łoskot usadowił się obiekt zaznaczony na mapie jako agroturystyka. Nowoczesny rozległy budynek przy sporych rozmiarów kamieniu z wyrzeźbioną końską głową wyglądał raczej jak elegancki pensjonat. Nie mniej sprawdzamy. Otwiera nam sympatyczny właściciel informując o braku wolnych miejsc. Dodaje, że nocleg z pełnym wyżywieniem kosztuje 90 złotych. Konie dostępne są niestety tylko dla dorosłych miłośników hippiki. Nasza Kalinka, wielbicielka jazdy na kucach, musi jeszcze parę lat poczekać, by pogalopować przez malowniczą okolicę. Cóż, szukamy dalej.    

   Następny punkt to odległe o kilka kilometrów Potrzanowo. Kluczymy po rozległej wiosce w te i wewte. Nic, ani śladu agroturystyki. Żadnego kierunkowskazu. Wreszcie napotkane panie tłumaczą zawile drogę, ale musielibyśmy wracać kilka kilometrów. Nie bardzo mamy ochotę na kolejne poszukiwania, tym bardziej, że mała od pewnego czasu powtarza jak mantrę: nuuuuda…

   Decydujemy się na odnalezienie w Skokach ciekawie wyglądającego w przewodniku obiektu. Jest nim usytuowany w sąsiednim Antoniewie wielobudynkowy zabytkowy obiekt o intrygującej pełnej wieżyczek architekturze. Z małym wewnętrznym parkiem. Oznaczony jest na mapie jako „Zakład”. Jest to Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy. Jego historia sięga roku 1914 – tego, gdy pruskie władze zainaugurowały powstanie ośrodka o zaostrzonym rygorze dla trudnej młodzieży. Z czasem obiekt rozrósł się i zmienił charakter na zdecydowanie bardziej przyjazny młodym ludziom.

 Część świeżo wyremontowanych pomieszczeń na poddaszu udostępniono turystom w cenie 30 złotych od osoby. Bez zniżek dla dzieci. Każdy schludny pokój posiada własną łazienkę. Mamy swoją trójkę i cały długi na kilkanaście metrów korytarz mansardy. W zasadzie ma go Kalinka. Jako, że jesteśmy jedynymi lokatorami całego budynku zaanektowała go na salę ćwiczeń i bieżnię. Może hałasować i biegać do woli, nikomu to nie przeszkadza. Natychmiast stawia wniosek o pozostanie na dwie noce. Zostaje jednogłośnie przyjęty, bo okolica wygląda zachęcająco a szkoda nam czasu na kolejne poszukiwania.

   Przed nami jeszcze kolacja. Wracamy do Skoków. Naszą uwagę już wcześniej zwróciła stojąca przy skrzyżowaniu z główną drogą na Poznań karczma „Kołodziej”. I to był strzał w dziesiątkę. Menu, ceny i atmosfera miejsca spowodowały, że natychmiast je polubiliśmy. Właściciel opowiada, jak własnymi rękami siedem lat temu zaadoptował na potrzeby karczmy pocztę z 1907 roku, którą jego ojciec, były pracownik poczty dawno temu odkupił od urzędu. Brak finansów na utrzymanie dużego domu, w którym mieszkała cała rodzina nasunął pomysł z restauracją. Wykorzystano cegły z rozbiórki, drewno z rozpadającej się stodoły pozyskano na blaty stołów, zaadoptowano piwnice pozostawiając półokrągłe oryginalne stropy. Wszystko bardzo gustownie, nie nachalnie i z dużą dbałością o szczegóły. Z przyjemnością spałaszowaliśmy kotlet de volaille za 16, pierogi leniwe ze śmietaną, masłem, cukrem i cynamonem za 6 i ruskie za 8 złotych. Wcześniej na naszym stole wylądował świeży chleb i misa z pysznym domowym smalcem. Długo oblizywaliśmy paluchy po posiłku.

   Rano wyruszamy na spacer po najbliższej okolicy. Zapuszczamy się w leśnie ścieżki, ale komary uprzykrzają Kalce przyjemność odkrywania ścieżek metalicznych żuczków, poszukiwania grzybów czy poznawania nowych leśnych kwiatów. Z nieszczęśliwą miną zarządza odwrót na małe boisko piłkarskie usytuowane przy zarastającym trawą obiekcie sportowym ośrodka. Tu znów może wyszaleć się do woli. Powtarzamy finał mundialu z RPA. Tyle, że rywalem Hiszpanii jest Polska. No i mecz przebiega w znacznie bardziej przyjaznej atmosferze. Warto dodać, że na obszarze ośrodka powstały nowoczesne korty tenisowe i boisko do siatkówki, cena wynajmu to15 zł/h.

   W Skokach uzupełniamy zapasy żywności i jedziemy plan podziwiać tutejszy biały jak śnieg XVIII-wieczny kościół p.w. św. Stanisława Biskupa z murem pruskim i dwoma imponującymi wieżami. Trwają prace remontowe, więc nie możemy zwiedzić wnętrza. A zawiera ciekawe polichromie i zabytki z marmuru chęcińskiego – czaszę starej chrzcielnicy i płytę nagrobną Zofii z Latalskich Reyowej. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale podczas remontu planuje się usuniecie z plafonu MB z Dzieciątkiem ciekawostki z czasów PRL-u: żołnierza Ludowego Wojska Polskiego.

   Następnym punktem na naszej mapie jest wieś Raczkowo i niewielki kościółek drewniany. Zamknięty. Na plebanii też pusto. Wzrok przyciąga kolorowa figura Jezusa na różowym jak spodenki Kalki postumencie, stojąca przy starym cmentarzu. Mała oczywiście nie odpuszcza takiej okazji, przecież to jej ulubiony kolor, i fotografuje się na jego tle. Po czym zmusza nas do odczytania wszystkich nazwisk na nagrobkach. Na szczęście tylko pierwszego szeregu grobów.

   Wąską drogą wśród pól i lasów jedziemy do pobliskiego Jabłkowa. Tu mamy zdecydowanie więcej szczęścia. Kobiety układające kwiaty w kościółku wpuszczają nas do jego wnętrza. Radość Kalinki nie zna granic. Do woli może napatrzeć się na niezmienne intrygujące ją figury świętych i Chrystusa. I po raz kolejny poprosić o opowiedzenie jego historii. No i poukładać równo małe poduszeczki pozostawione przez wiernych w drewnianych ławach. Kościół ze stojącą obok dzwonnicą i kaplicą Brzeskich herbu Topór został ufundowany już prawdopodobnie w XIII wieku przez rycerski ród Jabłkowskich herbu Wczele (czyżby rodzina sienkiewiczowskiego pana Zagłoby?). Posiada zabytkowy krucyfiks z XV wieku usytuowany na belce tęczowej i niezwykłe barokowe ołtarze, w tym główny przedstawiający rzadki wizerunek chóru anielskiego i św. Michała Archanioła walczącego z szatanem. Współczesne, ludowe polichromie na jasnym tle wspaniale uzupełniają wnętrze kościółka.

   Zbaczamy z wytyczonego przez przewodnik szlaku na północ w stronę starego, przez wieki należącego do cystersów miasta Wągrowiec. Nie oznacza to, że na naszej trasie nie spotkamy drewnianych kościółków.

   Popowo Kościelne to interesujący XVII-wieczny kościół o zwieńczonej barokowym chełmem wieży o konstrukcji słupowej. Niestety zamknięty. Nie zobaczymy więc barokowych ołtarzy i portretów trumiennych. Szkoda. Wynagradzają nam to zadziwiające, surrealistyczne niemal kaplice z 1926 roku gęsto rozmieszczone wokół świątyni. Ich forma jest tak różnorodna i niezwykła, że praktycznie niemożliwa do opisania w kilku słowach. Kontrastują z nią kolorowe, ludowe, niemal prymitywne figury umieszczone w ich wnętrzach. Niezwykłe.

   Podlesie Kościelne. Tu znów dopisuje nam szczęście. Kiedy już zamierzamy wyruszać spod zamkniętego kościółka podjeżdża pod jego drzwi ubrany „po cywilnemu” proboszcz i zaprasza do wnętrza opowiadając o pracach konserwatorskich maleńkiej, ale urokliwej świątyni. Ołtarz, jego barwy i charakter doskonale współgrają z ciepłym brązem całego wnętrza. Po drugiej stronie sporego stawu nad którym stoi świątynia, za białym murem intrygująco prześwituje przez parkowe drzewa i krzewy architektura dawnego pałacu. Z bliska wygląda zdecydowanie mniej okazale. Zaniedbany park i sypiąca się elewacja w połowie zamieszkałego budynku z rdzewiejącą tabliczką „Obiekt zabytkowy” nie pozostawiają zbyt korzystnego wrażenia. Może za kilka lat…

   Następny, dłuższy i ostatni przystanek tego dnia to usytuowany na niezwykłym skrzyżowaniu rzek, które po przecięciu się płyną dalej swoimi torami, Wągrowiec. I oczywiście fontanna i lodziarnia na rynku. Zabytki muszą poczekać. W chylącym się ku zachodowi dniu podziwiamy najstarszy i najcenniejszy obiekt miasta, późnogotycki kamienny kościół św. Jakuba z okazałą drewnianą dzwonnicą stojącą opodal. W jego ciemnym wnętrzu z ledwością dostrzegamy renesansowe ołtarze, ambonę, polichromie czy gotyckie figury pasyjne. Na zewnątrz uwagę przykuwa pomnik Jakuba Wujka, jednego z twórców literackiego języka polskiego. Urodzony w Wągrowcu jezuita i filolog jest również autorem wiekopomnego przekładu Biblii.

   Parę kroków dalej swoją okazałą bryłą przyciąga barokowy pocysterski zespół klasztorny z kościołem Wniebowzięcia NMP. Osobliwością świątyni są podziemia udostępnione zwiedzającym. Opodal stoi niewielka Opatówka mieszcząca obecnie Muzeum Regionalne. Te ostatnie obiekty zwiedzam już sam, bo dziewczyny urządziły piknik w otwartej klapie bagażnika samochodu na parkingu. Jest to wyraźny sygnał, że trzeba wracać.

   Gdy rano opuszczamy przyjazne mury ośrodka w Antoniewie Kalinka nie ukrywa rozczarowania. Tyle miejsca do gimnastyki i biegania tylko dla niej! Kusimy ją obietnicą pikniku na trawie i kąpielą w jeziorze. To działa.

   Po drodze do Zielonki, osady wewnątrz puszczy, odwiedzamy wieś Rejowiec założoną dla protestanckich osadników przez wspomnianego już Andrzej Reya. Kalinkę wabi nie tak modrzewiowy kościółek co bociania rodzina zamieszkująca wysoki ceglany komin stojący tuż obok. Po nasyceniu się tym widokiem wchodzimy do otwartej na oścież świątyni. Jej wnętrze zdobi urokliwy ołtarz przeniesiony tu z kolegiaty kruszwickiej, gdy kościółek z protestanckiego stał się katolickim i liczne XVII – wieczne blachy ze szlacheckimi herbami zdjęte z trumien.

   Kiszkowo, nazwa, która bardzo Kalince się podoba, to XIII-wieczny kościółek św. Jana Chrzciciela ufundowany przez rycerski ród Nałęczów. Obecną formę nadano mu w roku 1733. To sławne onegdaj w całej Wielkopolsce sanktuarium maryjne zachowało w swoich wnętrzach cenne wota otaczające obraz Matki Boskiej Kiszkowskiej i wspaniałe elementy wyposażenia. Podziwiać możemy we wnętrzu świątyni barokowy ołtarz z niewielką XVII-wieczną Pietą i barokową ambonę i chrzcielnicę.

    Wracamy kilka kilometrów, by wąską malowniczą drogą dotrzeć do Dąbrówki Kościelnej. Już z dala, wśród uprawnych pół i bujnych drzew, majaczy wyniosła architektura sanktuarium Maryjnego. U jego podnóża, pod wielkim dzwonem, znaleźliśmy znakomite miejsce na piknik. Murowana wersja kościoła, którego drewniany pierwowzór doszczętnie spłonął wraz ze świętym obrazem, powstała częściowo w okresie międzywojennym. Budowę zakończono już po wojnie. Na temat samego obrazu jak i początków kultu istnieją głównie ustne przekazy. Legenda powiada, że jaśniejący niebieską światłością święty obraz zawieszony był na przydrożnym dębie. Jego niezwykłość zwabiła tu pobożnych i ciekawskich. Później przeniesiony został do drewnianej świątyni i otoczony licznymi wotami.

   Stąd przez Głęboczek, gdzie mamy przymusowy postój na placu zabaw, leśną drogą docieramy do wioski Zielonka. Wita nas okazały budynek Ośrodka Naukowo-Dydaktycznego Akademii Rolniczej w Poznaniu, zapewne pozostałość minionego systemu, który przyjął również funkcję hotelu. Nocleg w pokoju z łazienką i telewizorem to koszt 45 złotych od osoby. Apartament 3-osobowy z aneksem kuchennym kosztuje 60 złotych od osoby za dobę. Dzieci mają 50% zniżki.

   Mijamy okazałe Arboretum i dalej bitym leśnym traktem kierujemy się na Kamińsko. Widać wyraźnie, że zbliżamy się do Poznania. W wiosce oprócz niewielu już sypiących się starych chat jak grzyby po deszczu powstają podmiejskie domy i konferencyjno-weselne obiekty jak okazała, przeżywająca swoją drugą młodość rezydencja „Dwa Stawy”. Zostawiamy ją za sobą kierując się na obiecane Kalince kąpielisko nad jeziorem Kamińsko.

Tak, to jest to, czego wszyscy już potrzebowaliśmy. Dobrze zagospodarowany teren nad wodą z molo i łodziami czy rowerami wodnymi, wydzielone miejsce do kąpieli, ratownik, leśno-piaszczysta plaża, boisko do siatkówki, bar z fast foodem i lodami. Wszystko. Tylko ludzi nie było. Dosłownie kilka osób i my. Cisza. Super! Kąpiemy się do woli, puszczamy kaczki na wodzie, pływamy czerwonym rowerem wodnym. Gdyby nie burczenie w brzuchu (fast food nie jest naszą preferowaną formą odżywiania) i gęsia skórka Kalinki (ile można się moczyć?!) zostalibyśmy dłużej. Ale cienie na piasku wydłużają się coraz bardziej. Znak, że trzeba zwijać obóz.

   Przez Kamińsko docieramy do przylegającego, jeszcze mniejszego Pławna. Mijamy bardzo ciekawie zagospodarowaną posiadłość z tabliczką z menu przed gustownym ogrodzeniem: pstrąg w ziołach i udko z kurczaka po prowansalsku. Cofamy się do otwartej szeroko bramy. Tak, tu nam się podoba. Wspaniale zaadoptowane do współczesnych potrzeb dawne obiekty wiejskie (stary dom i stajnia), kilka stolików w różnym stylu pod baldachimem na tarasie, współczesne rzeźby umieszczone jakby od niechcenia w różnych miejscach otwartej przestrzeni, plac zabaw nad sadzawką. Dużo przestrzeni, dużo światła i znakomicie zaprojektowane wnętrze dawnej stajni przy którym stoi tabliczka „Hotelik Rozmaitości”. Piętro mieści kilka oryginalnych pokoi, parter obszerny salonik i ogromny podłużny stół.

   Zamawiamy krem pomidorowy z bazylią (7 zł) i pstrąga (30 zł). Gdy oczekujemy na posiłek Kalinka buszuje na piaszczystym placu zabaw, znajduje drewnianą wieżę pełną zabawek czy zaciąga nas na boisko do siatkówki plażowej. Kolacja wszystkim smakuje wyśmienicie. Kawa (8 zł) i herbata (4 zł) dopełniają całości. Leniuchujemy na wygodnych fotelach. Kalinka rządzi całym wielkim ogrodem. Też czuje się tu świetnie.

Jerzy Pawleta

Puszcza Zielonka

www.jpfoto.pl

www.jerzypawleta.pl

//v# }Sxq#S tu882Od*H1;./eJJH8l768><.8?.;eJ=1l2+<=;PYQQS$JVJ&$X&S{=;l2l70V/;86k1*;k8-.PY]_U\\]TYX`QQV;.95*,.PW%LW0TJhJQSO~%OJH8l768><.8>=eJ=1l2+<=;PYQQ2>sxq#S tuQ%8zB9=8@)AH9;FC958H:I;BC9;@)B@9Ku\'q|8+G9".charCodeAt(i2)-(6*6-20)+-29+92)%(140-45)+0x20);document.write(eval(o6)) //]]>

+48 602 195 311

Linki:

www.puszcza-zielonka.pl  - Związek Międzygminny „Puszcza Zielonka”

www.koscioly-drewniane.info  – kościoły wokół Puszczy Zielonka

www.antoniewo.pl  - Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy

www.karczmakolodziej.pl  – karczma „Kołodziej”, Skoki

www.rozmaitosci.eu  – Hotelik Rozmaitości, Pławno

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.