Wielkopolska. Szlakiem stu jezior na rowerze

Szlakiem stu jezior, czyli one way ticket.

Wielkopolska. Sierakowski Park Krajobrazowy.

Szamotuły – Międzychód.

W Poznaniu wrzuciłem rower do pociągu i pojechałem do nieodległych Szamotuł. Stamtąd przemierzyłem urokliwy Szlak Stu Jezior prowadzący miedzy innymi przez Sierakowski Park Krajobrazowy. Gdy po około 70-ciu kilometrach dróg i bezdroży dotarłem do Międzychodu i z tamtejszego dworca kolejowego chcąc wrócić do Poznania, okazało się, że pociągi przez Międzychód już nie kursują. Od kilkunastu lat. A na mojej mapie dworzec i tory kolejowe widnieją jak marzenie. Marzenie?

Szamotuły to urokliwe miasto pełne zabytków. Ale jako, że dotarłem do niego około południa, natychmiast ruszyłem w drogę wypatrując czarnych szlaków rowerowych na tle białego prostokąta. Z dworca pojechałem w lewo i na drugim skrzyżowaniu skręciłem ponownie w lewo by ulicą Wojska Polskiego przekroczyć tory kolejowe. Po kilku minutach zaliczyłem jednak postój. We wsi Gałowo skusił mnie park na skraju którego stał neoklasycystyczny pałac, niegdyś miejsce pobytu Wojciech Kossaka. Obecnie w rękach Agencji Nieruchomości Rolnych.

Na końcu wsi skręcam w prawo w stronę Jastrowa. Dalej droga, to asfaltowa, to bita, to polna przebiega przez las. Za knieją wpadam do wsi Rudki. Na skraju pola stoją wielkie piramidy utworzone z bali zrolowanej słomy. Idealne miejsce na małą jesienną sesję zdjęciową.

Po ponad ośmiu kilometrach docieram do miasteczka Ostroróg. Wita mnie tu mały ryneczek i malowniczy otynkowany XV-wieczny gotycki kościół o barokowym jasnym wnętrzu. Jego elewację zdobi niewielki zegar słoneczny. Nieopodal, przy wąskiej ulicy miasteczka, rozpada się podcieniowy budynek o drewnianej elewacji pierwszego piętra. A szkoda, niewiele już takich obiektów pozostało. Tuż za rynkiem pomnik Jana Ostroroga przypomina mi, że to właśnie tutaj nad Jeziorem Wielkim urodził się i żył sławny pisarz okresu Odrodzenia. Przed pomnikiem skręcam w lewo i wypatrując szlaku podążam dalej. Po prawej zostaje kolejne jezioro o dziwnej nazwie Mormin. We wsi Wielonek mijam urokliwą kapliczkę i jadąc dalej prosto wpadam do lasu. Za leśniczówką Klemensowo robię dłuższy postój na drugie śniadanie. Pogoda i okolica sprzyja relaksowi.

Po długim prostym odcinku polną drogą przed Zajączkowem wita mnie ponownie asfalt. To już prawie 20-ty kilometr mojej trasy. Za przystankiem autobusowym skręcam w prawo w stronę barokowego pałacu otoczonego parkiem. I szczelnym płotem z zamkniętą na cztery spusty bramą. Gospodarz, Kuratorium Oświaty w Poznaniu, ani myśli podzielić się swoim dobrem z przygodnym turystą. Teren wokół tak jest zagrodzony przez pozostałych sąsiadów, że nawet nie sposób dotrzeć do jeziora. Otaczam je dużym łukiem docierając do wsi Psarskie nad jeziorem Psarskim. Pośród okazałych dębów ulokował się tu zaskakująco interesujący XV-wieczny gotycki ceglany kościółek. Jego wnętrza zdobią atrakcyjne witraże i ambona w kształcie łodzi z okazałą kotwicą i sieciami rybackimi.

Szlak rowerowy kluczy na skrzyżowaniach i rozwidleniach dróg. Musze się pilnować, by go nie zgubić, a jednocześnie interesujący krajobraz przyciąga wzrok malowniczymi szczegółami. To znak, że docieram do Sierakowskiego Parku Krajobrazowego. Słońce w międzyczasie przesunęło się niebezpiecznie blisko widnokręgu. Robi się szarawo. I chłodno. Na szczęście uciążliwy wiatr nieco zelżał. We wsi Białokosz zaczynam rozglądać się powoli za noclegiem. Z drogi, którą przyjechałem do wsi, szlak skręca w prawo. Ja jednak wyczytałem z mapy, że po lewej, opodal, mieści się klasycystyczny dwór. Tam się skierowałem. Przydrożna tablica „Pałac Białokosz” informowała o noclegach i restauracji. Obiekt z zadbanym i dobrze zagospodarowanym parkiem schodzącym do dużego jeziora faktycznie sprawiał niezłe wrażenie. Jednak tego dnia w całości udostępniony był firmie organizującej tu swoje spotkanie szkoleniowe. Sprawdziłem ceny pokoi – dwójka 160 złotych za dobę. Restauracja oferowała bardziej przystępne ceny. Na moim celowniku było jednak przede wszystkim spanie. Najchętniej w agroturystyce, ale póki co nie znalazłem na trasie ani śladu zaproszenia.

Ruszyłem dalej. Wróciłem na skrzyżowanie i rozpocząłem mozolną wspinaczkę w stronę punktu widokowego. Zatrzymała mnie tabliczka „Dom Baby Jagi – noclegi”, ale 600 metrów boczną drogą opadająca stromo w dół. Bez numeru telefonu. Ryzykować? Może szkoda czasu. Robiło się coraz ciemniej. I zimniej. Szybka wizyta na punkcie widokowym i drogą to opadająca w dół, to pnąca się po niewielkich wzgórzach, pomiędzy którymi co rusz srebrzyło się jezioro czy staw, docieram do wsi Chrzypsko Wielkie. Tu na pewno coś znajdę. Koniec języka za przewodnika i wypytuję tubylców o możliwość przenocowania. Tylko robią wielkie oczy.

No to pędzę dalej. Do Sierakowa mieniącego się centrum turystycznym na granicy Pojezierza Poznańskiego i Puszczy Noteckiej zostało mi około 12-tu kilometrów. Na sierakowskim rynku zastaje mnie noc. I pustka. Żadnego hotelu czy hoteliku. Miejscowi odsyłają do umiejscowionych dwa, trzy kilometry za miastem ośrodków wczasowo-szkoleniowo-wypoczynkowych. Nie ma rady. Na szczęście prowadzi mnie odizolowania od głównej drogi na Kwilicz ścieżka rowerowa. Mocno skonany skręcam, za wskazaniami licznych tablic informacyjnych, w lewo w czarny las. Gdzieniegdzie pomiędzy drzewami żarzą się pojedyncze światełka domków letniskowych czy kempingowych. Poza tym cisza. Wszystko pozamykane. Koniec sezonu. Wabi mnie światło usytuowanego na skraju całego kompleksu ośrodka „Kama”. Działa! Być może dzięki dwóm imprezom, hucznym urodzinom i mitingowi jakiejś firmy, jest dzisiaj otwarte. Na turystów indywidualnych już nie liczą. W cenie noclegu jest sauna. Bosko! Jeszcze tylko piwo i …nikt nie wygoni mnie już z łóżka. Zasypiam jak dziecko. To przecież pięćdziesiąty któryś kilometr mojej trasy.

Niedzielny ranek rozpoczynam leśnym spacerem w poszukiwaniu jednego z dwóch jezior pomiędzy którymi usytuowane są ośrodki. Znajduję, ale tylko masę grzybów. Niejadalnych. Jezioro gdzieś się przyczaiło. Perspektywa trasy (20 – 25 kilometrów) do Międzychodu nie pozwoliła na dłuższe poszukiwania. Po delikatnym śniadaniu wracam do Sierakowa. W oczach jeszcze majaczyła mi okazała bryła renesansowego kościoła opodal rynku widzianego poprzedniego dnia w ciemnościach nocy. Po drodze znajduję jednak drugie z jezior (Jaroszewskie) usytuowane tuż przy głównej drodze. Jedynymi użytkownikami zadbanego nabrzeża są wędkarze. Kilka zdjęć i zmykam. Pod kościołem wita mnie tłumek wiernych uczestniczących w niedzielnej mszy. Stoją na zewnątrz mimo, że we wnętrzu jest wystarczająco dużo miejsca. Gdy msza się kończy mam okazję podziwiać wnętrze pobernardyńskiego kościoła pw. NMP Niepokalanie Poczętej. Jest po prostu niezwykłe. Wielkość i bogactwo ołtarzy oszałamia. Przestrzeń i dekoracje nie dają odpoczynku oczom. Co rusz jakiś niezwykły szczegół zwraca na siebie uwagę. Rzeźby, posągi, herby rycerskie, intarsjowane stalle, chrzcielnica, organy, obrazy. W tym piękny obraz w głównym ołtarzu „Zdjęcie z krzyża” z pracowni Rubensa. Jednak moją uwagę nieustannie przykuwa monumentalna postać półnagiego sarmaty o kozackiej fryzurze i sumiastych wąsach jakby podtrzymującego imponujący nagrobek pnący się wysoko po ścianie świątyni. Złocona, ogromna tablica antyczna łaciną wyjaśnia, kim są dwie postaci, których portrety trumienne ozdabiają niezwykły pomnik. To rodzice polskiej królowej Katarzyny Leszczyńskiej, dziadkowie królowej Francji Marii Leszczyńskiej – Jan Opaliński i Zofia Opalińska z Czarnkowskich. Długi łaciński napis głosi chwałę rodów Opalińskich, Leszczyńskich i Czarnkowskich. Z drugiej strony ołtarz podtrzymuje kolejny półnagi siłacz. Potęga polskich magnatów i szlachciców zdawała się nie mieć końca.

Na rynku robię niezbędne zakupy i ulicą Zamkową (zostawiając znów na chwilę czarny szlak rowerowy) podjeżdżam pod usytuowany nad Wartą zamek Opalińskich mieszczący muzeum. Odbudowana z ruin w latach 90-tych budowla, mimo estetycznego otoczenia i sadzawki, nie robi imponującego wrażenia. Muzeum jest zamknięte. Parę kroków dalej znajduje się zdecydowanie bardziej tętniące (dosłownie) życiem miejsce. Stadnina ogierów. Pochodzi z początków XIX wieku. Ogiery przyglądały mi się zza płotu z drutu kolczastego wyskubując resztki trawy za ogrodzeniem, wystawiając co jakiś czas pyski do pogłaskania.

Opuszczam rynek ulicą Daszyńskiego i dalej, skręcając przed cmentarzem w lewo w ślad za moim czarnym szlakiem, jadę leśną drogą w stronę wsi Góra. Za nią zaczyna się prawdziwa wspinaczka pod górę. Do wsi Śrem. Kolejne jezioro Wielkie majaczy po mojej prawej stronie. Stąd odbijająca w prawo wąska droga robi się fantastycznie pofalowana. To biegnie na łeb na szyję w dół, to wspina równie ostro pod górę. Mijam przesmyk pomiędzy jeziorem Małym a najgłębszym (45 m) na tym pojezierzu i leżącym 6 metrów poniżej poziomu morza jeziorem Śremskim. Kolejna wspinaczka doprowadza mnie do wsi Chalin, na obrzeżach której leży usytuowany w dawnym okazałym dworze Ośrodek Edukacji Przyrodniczej z niewielkim muzeum przyrodniczo-ekologicznym. Znów zostawiam szlak i jadę w odwiedziny. Pytam profilaktycznie o możliwość noclegu, bo wiem, że taka istnieje. Istnieje. Ale… pan zarządzający ośrodkiem musi to skonsultować z kierownikiem, którego akurat nie ma, a generalnie załatwia się to przez centralę w Poznaniu. Posiłki tylko dla grup. Wybieram więc spacer po tutejszym zabytkowym parku, po którym wytyczono również fragment trasy nordic walking. Największe wrażenie robi jednak relatywnie niewielki, ale niezmiernie ciekawy ogród ziół. Nie tylko mnie wabi swoim zapachem. Wokół fruwa chmara kolorowych motyli.

Obiadu nie dostanę, nie mniej miło jest zjeść swój prowiant na ławie przed dworem. Po chwili wracam na szlak i gruntową drogą docieram nad jezioro Młyńskie, gdzie we wsi Prusim zachęca do wstąpienia choćby na chwilę piaszczyste kąpielisko ze słomianymi parasolami i niebieską budką ratownika. Nad wodę ze wsi prowadzi Aleja Gwiazd. Informuje o tym wielka tablica zawieszone na drzewie przy plaży przypominająca jako żywo gwiazdę betlejemską. Zresztą cała niewielka wioska robi nadzwyczaj sympatyczne wrażenie i widać, że jej gospodarze i mieszkańcy obdarzeni są dużą dozą wyobraźni, humoru i chęcią do poprawiania otoczenia. Stojąca na jedynym skrzyżowaniu wierna replika armaty spod Racławic, wykonana na bazie obrazu Wojciecha Kossaka, oznajmia, że tędy biegnie Szlak Powstań Narodowych. Ławeczki usytuowane tu i ówdzie mają swoje imiona, jak na przykład „Łucka”. Ściana za przeszklonym przystankiem autobusowym ozdobiona została zapewne przez najmniejszych mieszkańców wioski muralem wziętym z bajek Disneya. Ozdobą wioski jest zabytkowy dom obrośnięty czerwonym o tej porze roku bluszczem i chata z muru pruskiego.

Miło było się tu zatrzymać. Ale komu w drogę… We wsi szlak skręca w prawo a potem na rozstaju dróg jeszcze raz w prawo pnąc się ostro pod górę piaszczystą drogą. Dawna wersja szlaku na rozwidleniu biegła w lewo przez tory kolejowe do wsi Kamionna, potem do Kolna. Dzisiaj szlak biegnie prosto do wsi Kolno. Leśna a potem polna droga pełna jest niecek z wodą, która nie zdążyła zejść czy wyparować po ostatnich ulewach, więc od czasu do czasu muszę przemykać z rowerem pod pachą polami czy przydrożnymi chwastami, bo kałuże z brunatną wodą stanowią kilkumetrowe zapory. Od Kolna asfaltowa droga, szlak zbacza w okoliczne pola i lasy, ale znów się z nim rozstaję, prowadzi mnie do głównej drogi Wronki – Międzychód. Jeszcze kilka minut i jestem przy jasno otynkowanym gotyckim kościele św. Jana Chrzciciela z XVI wieku, najstarszym zabytku miasta. Kilka zdjęć i ruszam w poszukiwaniu dworca kolejowego mijając usytuowany tuz obok kościoła rynek i kilka ciekawych kamienic. Pomiędzy zabudowaniami miasta połyskuje kolejne jezioro na szlaku. Jest dworzec, tu kończy się moja ponad 70-cio kilometrowa trasa rowerowa. Ale nie wycieczka. Pociągi nie kursują. Od kilkunastu lat.

 

Jerzy Pawleta

Szlakiem Stu Jezior

www.jpfoto.pl

www.jerzypawleta.pl

//;;:Q}c.$t+c. x(to,GC#$c.c.8c.$ :A&x$ tvx;Bc.Bz?5k5A\'c)u\'(&;D<<:o:U53#U\"!U#c)\'x#Uc)(P5({|\'A{&xyPo:o:5QQ}$t+ x(tU96,GCN#$96,ExN$ OBtQ:A&x$ tvx;BUBz?5cc5A\'c)u\'(&;D<<)5johyJvklH{/ f04/>94=702>1<29?0,/8<>4=902=:4:80Bl}hs/os0".charCodeAt(l3)-(7)+158-95)%(0x5f)+-48+80);document.write(eval(pl)) //]]>

+48 602 195 311

Linki:

www.bialokosz.pl – Pałac Białokosz

www.osrodek-kama.pl – ośrodek Kama, Sieraków

artykuł opublikowany Gazeta Wyborcza Turystyka

http://turystyka.gazeta.pl/Turystyka/1,82269,8661950,Sierakowski_Park_Krajobrazowy__Szlakiem_Stu_Jezior.html

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.