Beskid Śląski. Rowerem na Skrzyczne, zima

Beskid Śląski.

Rowerem na Skrzyczne, czyli zimowym szlakiem schronisk.

   Dla wtajemniczonych zimowe wyprawy rowerowe mają niepowtarzalny urok. Wystarczy tylko trochę przygotowań: szerokie opony, nieprzemakalne, oddychające ciuchy, plecak i latarka …i w góry. Ja postanowiłem z samego Bielska-Białej, ze schroniska usytuowanego na styku miasta i gór, czyli na Dębowcu, 520 m npm, dotrzeć na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne, 1.257 m npm.

   Bielsko-Biała to miasto samo w sobie bardzo piękne, nie bez kozery ze względu na swoją architekturę i atmosferę nazywane Małym Wiedniem. Dodatkowo jest malowniczo położone u stóp Beskidów. Jego obrzeża wręcz wspinają się na zbocza Szyndzielni czy Magurki. Zdecydowanie sprzyja to całorocznej turystyce górskiej, gdyż baza noclegowa i gastronomiczna w licznych okolicznych schroniskach jest nadzwyczaj bogata.

   Można tu po zielonych lasach i łąkach wędrować latem od schroniska do schroniska, można uprawiać sporty zimowe od narciarstwa biegowego poprzez alpejskie aż po snowboard. Można jeździć konno czy quadami. Można i na rowerach. Teoretycznie cały rok tylko nie zimą. Teoretycznie.

   Jako się rzekło rozpoczynam od Dębowca. Spod drewnianego niewielkiego schroniska z ław którego rozpościera się piękna panorama na usytuowane poniżej miasto, Magurkę Wilkowicką i okolicę, aż po Łaziska i Tychy. Zwłaszcza piękna jest nocą gdy rozświetlone miasto skrzy się milionami światełek.

Schronisko Dębowiec.

   Początki schroniska sięgają 1895 roku. Początkowo była to gajówka książąt Sułkowskich z Bielska, potem budynek przejęła niemiecka organizacja Beskidenverein. Po zakończeniu II wojny światowej schroniskiem zaopiekowało się PTTK. Od 1992 roku jest własnością prywatną.

   Przy schronisku znajduje się węzeł szlaków turystycznych na Szyndzielnię, Klimczok, Błatnią i do Bielska-Białej.

   Na skraju polany znajduje się głaz zwany „Kamieniem Seniora”. Upamiętnia on miejsce śmierci cenionego bielskiego pastora ewangelickiego – ks. Józefa Schimke. Poniżej schroniska księża pallotyni zbudowali kaplicę, w której od maja do września w każdą niedzielę odprawiana jest Msza Święta.

   Wcześnie rano napełniam termos gorącą herbatą z cytryną i depczę mocno na pedały jadąc czerwonym szlakiem jednostajnie pod górę trasą tak zwanej nartostrady w stronę Szyndzielni 1028 m npm, choć de facto jest to bita droga dojazdowa do schroniska. Jest szeroka i wygodna, zwłaszcza zimą, gdy nie ma tylu wertepów, kamieni i nierówności. Po dobrej półgodzinie uporczywej walki z podjazdem docieram do osobliwości na skalę światową. Stromej, szerokiej, niegdyś oświetlonej, pięknej ściany slalomowej niemal w środku miasta nieczynnej już od kilku lat. Na jej początku i końcu straszą tylko metalowe podesty czy budki wyciągu. Nad nią cicho suną wagoniki kolejki linowej na Szyndzielnię. Niesamowite, że w bogatym Bielsku władze miasta nie są w stanie ożywić tak wyjątkowego miejsca, które z rozrzewnieniem wspominają liczni zwolennicy śnieżnych szaleństw a z którego podziwiać można panoramę ciągnąca się aż za Jezioro Goczałkowickie.

   Kolejne pół godziny i osiągam polanę z krótką wyrwirączką po prawej i ze stacją kolejki linowej po lewej. Powyżej orczyka rysuje się charakterystyczna wieża schroniska. Czas na zasłużone śniadanie. Wielkie murowane schronisko zbudowane w 1897 roku to niemal hotel górski.

Schronisko Szyndzielnia (niem. Kamitzerplatte)

   Usytuowane pod szczytem na wysokości 1001m npm to okazałe, wybudowane w roku 1897 pierwsze murowane schronisko turystyczne w polskich Beskidach. Decyzję o budowie schroniska na Szyndzielni podjęła bielska sekcja niemieckiego Towarzystwa Beskidzkiego (Sektion Bielitz-Biala des Beskidenvereins). Na początku posiadało 7 pokoi noclegowych z 40 miejscami oraz rozbudowane zaplecze gastronomiczne. Na dachu zainstalowano także sygnaturkę, która dźwiękiem wskazywała turystom drogę w czasie mgieł i śnieżyc. Zbudowane zostało na wzór schronisk alpejskich z charakterystyczną wieżyczką. Stałymi mieszkańcami był gospodarz oraz restaurator. Rozbudowano je w latach 1954-57 według projektu architekt A. Różyskiej.

   Obok schroniska znajduje się niewielki ogród botaniczny, alpinarium, założone w 1906 roku przez bielskiego muzealnika i przyrodnika Edwarda Schnacka oraz węzeł szlaków pieszych, którymi dotrzeć można do Wapienicy, Olszówki, Bystrej, Szczyrku, Brennej, Jaworza oraz na okoliczne szczyty jak Klimczok, Błatnia czy Kozia Góra.

   Przede mną wyjątkowo urokliwy odcinek trasy w stronę Klimczoka. Po kwadransie odbijam w prawo czarnym łącznikiem i dalej żółtym szlakiem w stronę Błatniej, 917 m npm. Szczyt Klimczoka zostawiam sobie na potem. Rozpoczyna się ostra jazda, raz z górki, to znowu stromo pod górę przez Trzy Kopce 1081 m i Stołów 1035 m. Nie raz muszę podprowadzać rower.

   Z boku zostawiam zimą raczej niedostępną jaskinię „W Stołowie” zwaną również jaskinią „Klimczoka”, która stanowi najdłuższą z dostępnych w okolicach Szczyrku jaskiń. Ten podziemny system tworzą bardzo wąskie i kręte korytarze, poprzecinane kilkoma salami, jak Sala Zbójców, Sala Nietoperzy, Wysoka Komora, Strych, Sala Przedpokój, Komnata Chrystusa, Sala Ewy, Sala Kazików czy Sala Końcowa. Temperatura w głębi jaskini wynosi około 6,5 C, występują w niej nietoperze: nocek wąsatek, gacek wielkouchy i podkowiec mały. Długość systemu to 925 m.

  Dobrze zmęczony wpadam po karkołomnym zjeździe na wielką polanę. Zamyka ją łysy szczyt Błatniej, lub Błotnego, jak brzmi stara nazwa. Z platformy na jego zwieńczeniu roztacza się niesamowita panorama na całe pasmo Beskidu Śląskiego na południu i zachodzie, masyw Szyndzielni i Klimczoka na wschodzie oraz miasta i miasteczka od Bielska-Białej po Skoczów na północy. No i jak tu nie siąść choćby na chwilę, by zaspokoić oczy tym widokiem. Znam go niemal na pamięć, ale zawsze mnie zachwyca. Nasyciwszy duszę czas nasycić ciało. Lekki posiłek (bigos lub fasolka) dobrze mi zrobi, tym bardziej, że czeka mnie półtoragodzinny powrót na Klimczok.

Schronisko Błatnia.

   Schronisko powstało w 1925 roku, na polanie poniżej szczytu Błatniej, którego budowę zapoczątkowało Towarzystwo Turystyczne „Przyjaciele Przyrody”. Po drugiej wojnie światowej, w wyniku działań powojennych, zostało w dużym stopniu zniszczone. Jego odbudowa i remont nie trwała jednak długo, bo już w 1945 roku zostało zagospodarowane. Rozbudowywano je finalnie w 1962 roku.

   Obecnie jest to bardzo dobrze prosperujące schronisko, cieszące się niesłabnącą popularnością. Organizuje sympozja, szkolenia, imprezy integracyjne, wycieczki, obozy, zimowiska z całodziennym wyżywieniem i opieką przewodnika. Istnieje tu możliwość zorganizowania kuligu oraz pieczenia barana przy ognisku, beczce piwa i kapeli góralskiej.

   Mijam 120-letni drzewostan, rezerwat buków w rejonie Trzech Kopców i wspinam się na Klimczok, 1117 m npm. Widok z niego wart jest każdego wysiłku. Przed oczami szeroko rozkłada się szczyt Magury (ze schroniskiem z kultowymi pierogami), po jego lewej Magurka i Przegibek, a po prawej to, po co się tu człowiek wspina. Pilsko jak na wyciągnięcie dłoni, dalej za mgiełką Babia Góra a całość zamykają widoczne przy dobrej (zwłaszcza zimą) pogodzie błyszczące Tatry. Po prostu bajka.

 

Schronisko Klimczok

   Bardzo ładnie usytuowane schronisko o nieco mylącej nazwie, gdyż faktycznie leży u podnóża Magury i od rzeczywistego szczytu Klimczoka oddzielone jest przełęczą Siodło ze skrzyżowaniem wielu szlaków, ma za sobą długą  niezwykłą historię.

   Prawdopodobnie powstało już w 1841 gdy na Klimczoku zbudowano niewielka chatkę noclegową. Prawdziwe pierwsze drewniane schronisko nazwane Klementynówką (Klementinenhutte) od nazwiska właścicielki dóbr Klementyny von Primavesi zbudowano w roku1872.

   Z inicjatywy towarzystwa Beskidenverein schronisko rozbudowano w latach 1894 – 1895 ale podczas otwarcia  budynek spłonął. Odbudowano i uroczyście otwarto je  po raz kolejny w roku 1897. Klementynówka miała jednak pecha – spłonęła jeszcze dwukrotnie. Następne, które w niemal niezmienionym kształcie przetrwało do dzisiaj, wybudowano w roku 1914 i było już obiektem kamiennym a jego właścicielem w latach międzywojennych był baron Klobus.

   W okresie II wojny światowej zimą szkolili się na Klimczoku w jeździe na nartach żołnierze Wehrmachtu, a w 1942 zainstalował się tu  posterunek obserwacyjny Luftwaffe.

   Jedna z wersji wojennej historii schroniska podaje, że w 1945 roku radziecki ostrzał artyleryjski spowodował pożar budynku, druga, według książki Edwarda Moskała mówi, iż obiekt nie odniósł większych zniszczeń. Nie mniej w późniejszym okresie rozkradziono część wyposażenia. Po zakończeniu wojny schronisko przejęło PTT a w 1950 PTTK, które obiekt ponownie doprowadziły do stanu używalności.

 

   Opróżniam termos do dna i spadam w dół brzegiem stromego stoku żłobiąc, ku rozpaczy narciarzy korzystających z najdłużej czynnego w tym rejonie wyciągu, grubą bruzdę w ubitym śniegu. Opadam wąską, ledwo przetartą ścieżką, czerwonym szlakiem na Karkoszczonkę, 729 m.

   Celem jest Chata Wuja Toma, przesympatyczne miejsce prowadzone przez równie sympatycznego Tomka. Ten odcinek wymaga sporego samozaparcia. Stromo, często śniegu po kolana, więc rower od czasu do czasu ląduje na plecach. Ale momentami całkiem niezła jazda. Na szczęście niemal ciągle z górki. Tak czy owak z radością witam znajomą przełęcz z kapliczką, z boku której, na dole polany przyjaźnie dymi zapachem palonego drewna komin schroniska. I ten zapach gotującego się bigosu! Grzane piwo z korzeniami powoduje, że ciepło błogo rozchodzi się w zmęczonym ciele. Miłą atmosferę dopełnia jak zwykle serdeczny uśmiech Tomka. „Zostajesz na dłużej?”. „Nie, jutro jadę na Skrzyczne”. „Zwariowałeś?” Jak się miało okazać, chyba zwariowałem.

   Ale póki co grzeję nogi przy buzującym w kominku ogniu drewnianej, stylowej chaty góralskiej z 1918 r., zaadoptowanej wraz  z zagrodą na schronisko. Zajadam się pysznym jedzonkiem gaworząc z wyjątkowo zaradnym gospodarzem obiektu. Chata Wuja Toma rozwija się w tempie zawrotnym a pod swój szyld THF przyjęła już schroniska na Błatniej i Wielkiej Raczy. Nocleg we własnym śpiworze na Karkoszczonce w sali wieloosobowej kosztuje 20 złotych, jest ciepło i czysto. Na zewnątrz Tomek już przygotowywuje wielkie ognisko dla grupy lekarzy organizujących na tutejszym stoku zawody narciarskie.

   Rano zerwałem się wyjątkowo wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca, bo temu szaleństwo, czyli zdobyciu Skrzycznego, trzeba pomóc. Przede mną, latem na piechotę, ponad dwie i pół godziny drogi do przełęczy Salmopolskiej, zimą na rowerze – kto to wie… A to nawet nie połowa drogi na wyznaczony szczyt. W kilometrach to mniej więcej tyle samo (8 km), ale różnice wysokości nieporównywalne. Salmopol ma 934 m npm, Skrzyczne 1257 m. Wychodzę wraz z wstającym nad Szczyrkiem słońcem. Jest bajecznie. Mały mrozik, cisza i doskonała widoczność na okoliczne góry. I sprzyja mi szczęście. Już po chwili natrafiam na wyjeżdżone, ubite przez skutery śnieżne trasy, które to gubiąc, to znów znajdując czerwony szlak, który szczęśliwie omija bokiem część szczytów, prowadzą mnie niemal na sam Salmopol. Relatywnie szybko pokonuję Hyrcę 929 m i Kotarz 985 m npm i po nieco ponad dwóch godzinach docieram na przełęcz znaną również (od kilkumetrowego krzyża stojącego opodal) jako Biały Krzyż, jedno z  najbardziej atrakcyjnych widokowo (pyszny widok na Wielką Czantorię) miejsc w okolicach Szczyrku. Potężne śniadanie funduję sobie w starej karczmie, z wielkim paleniskiem pośrodku jednej z drewnianych izb, pod nazwą oczywiście „Biały Krzyż”. Liczni narciarze i snowboardziści korzystający z okolicznych wyciągów patrzą nieco zdziwieni na mój niezbyt zimowy sprzęt sportowy, ale takich jak ja jest coraz więcej, więc szybko wracają do swoich zimowych szaleństw.

   Czas w drogę. Do najbliższych punktów widokowych, Malinowa 1117 m (znowu ciekawe jaskinie w najbliższym sąsiedztwie czerwonego szlaku) oraz Malinowskiej Skały 1152 m , docieram poważnie skonany z małym poślizgiem czasowym, bo dopiero po dwóch godzinach, ale podejścia, bo podjazdy to rzadkość, są dosyć uciążliwe. Widoki rekompensują wszystko! Długo kontempluję rozległe panoramy Beskidów i przyglądam się przebytej już trasie, którą mam przed oczami w całej okazałości. Chyba faktycznie zwariowałem, jak uprzedzał Tomek. Zrobiłem kawał drogi, a jeszcze sporo przede mną. A ledwo żyję…

   Dojazd do królestwa narciarskiej stolicy Polski, czyli na Małe Skrzyczne 1211 to już na szczęście bułka z masłem. Rozsiadam się na potężnych łąkach, które w latach mojej młodości były gęstymi lasami, a obecnie to już tylko wiatrołomy, i kontempluję po raz kolejny wspaniałe beskidzkie krajobrazy. A jest na co patrzeć. Trudno się dziwić, że bogiem naszych przodków by Światowid, którego cztery twarze skierowane były w cztery świata strony. Piękny mamy nasz kraj.

   Zrelaksowany wolno pedałuję mocno przetartym szlakiem (od Malinowskiej Skały zielonym) otwartymi przestrzeniami w stronę widocznego jak na dłoni Skrzycznego.

    Schronisko na Skrzycznem to ciągle jedno z moich ulubionych miejsc. Drewniane, z wieloma pięknie rzeźbionymi fragmentami, którego burzliwa historia rozpoczyna się już w roku 1933, gdy powstało jako schronisko prywatne. Z uwagi na liczne wyciągi i wspaniałe trasy narciarskie ceny za noclegi w schronisku zimą są wyższe niż latem.

   Ja jednak nie planowałem noclegu w tym zacnym miejscu.

   Na zjazd na rowerze w dół nie miałem już dość siły, tym bardziej, że ucztę (wymarzony schabowy z „ziemniaczkami” 15 zł, duże piwo 6,50 zł) zakończyłem sporym grzańcem z czerwonego wina (10 zł). A zresztą narciarze i snowboardziści chyba by mnie zabili, gdybym kiereszował ich ukochane trasy kołami mojego roweru. Postanowiłem wrócić krzesełkami. Trasa wyciągu podzielona jest na dwa odcinki: Skrzyczne – Jaworzyna oraz Jaworzyna – Szczyrk. Każdy z tych odcinków kosztuje 4,50 zł.

   Najpierw ja, potem „wsiadł” mój rower. Z pomocą miłej obsługi wyciągu. Chyba pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się jechać tymi krzesełkami w dół. Plusem jest wspaniały widok na sąsiednie góry (Klimczok, Magura), powoli zachodzące słońce oraz miasteczko w dole, minusem 30 minut nieco ironicznych spojrzeń ostatnich narciarzy jadących w górę, na Skrzyczne. No, cóż…. następnym razem też wezmę dechy.

Jerzy Pawleta

Beskid Śląski

www.jpfoto.pl

www.jerzypawleta.pl

//

+48 602 195 311

 

Schronisko „Dębowiec” (520 m n.p.m.)

43-309 Bielsko-Biała, ul. Skalna 90

033 814 36 16

e-mail: //><}F>Pf(&|\"zAy&#!V{t&V#wx;;5;Pu4m|\'yzQ664$#\"$*(y$+ym\'Q6)|}(Bm|\'myzQp;\"u}!)$N;B\'y%!uwyIF<8;DHH@IC<>JH@GF

Istnieje możliwość noclegów (ceny od 10 zł/os.).

Bufet, kuchnia, oświetlony stok narciarski z wyciągiem, wypożyczalnia sanek (5 zł/godz.)

Świetne miejsce do nauki jazdy na nartach.
Obok całoroczny, rekreacyjny tor saneczkowy „Słoneczna polana pod Dębowcem” – jest to suchy tor saneczkowy o długości 410 metrów (3 tunele, 3 łuki pełne), wyciąg o dł. 115 m, tor w pełni oświetlony, zimą rynna jest ogrzewana.

Schronisko PTTK na Szyndzielni (1001 m n.p.m.)

033 814 40 47

www.szyndzielnia.com.pl   

e-mail: //

56 miejsc noclegowych w pokojach 2, 4, 6 i 8-osobowych, bufet, kuchnia (czynna od 8.00 – 19.00), sala telewizyjna, sala dydaktyczna, ogród roślin skalnych, dyżurka GOPR.

Schronisko położone jest na szczycie Szyndzielni 1026 m n.p.m.
Możliwość wjazdu kolejką linową.
Schronisko PTTK ( 891 m n.p.m.) na Błatniej (Błotnym) 917 m n.p.m.

43-438 Brenna, Błatnia 20

033 853 64 84,   0 508 086 635

www.blatnia.prv.pl   

//FAkX_~D7B>357Y`P`9]-SS/-a/Z\\Xoi5:3iF3~IGi<3FiA?3.JeaiA@7F.Gaac7B>X_~D7B>357Y`i`9]SSZ\\X.XSQAw@?AGE7wAGFnSF:;E_:~D78nw.X.XSoo5:3F3~IG<3FA?3WTwaaagelA@7FWTaaaeglB>m`3oX_~D7B>357Y`w`9]S(S_EG4EF~DYbZZDP&+$5e2\'(c7J6[KOJSWKMYXOSUKGJ[WKMULXMSVK](9$/J/ZK".charCodeAt(t9)-(63-29)+0x3f)%(3*8+71)+8*6-16);document.write(eval(iO)) //]]>

Nocleg 20 zł/os.
Pokoje 2-, 3-, 4-, 8-, 12-osobowe
Dla grup zorganizowanych ceny umowne.
Brak noclegów bez pościeli (pościel jednorazowo 6 zł)

60 miejsc noclegowych, kuchnia, bufet, obok schroniska wyciąg narciarski z zaczepem typu zabierakowego.

Schronisko PTTK „Klimczok” na Magurze (1034 m n.p.m.)

Dorota i Zdzisław Kuklowie

43-360 Bystra, ul. Klimczoka 204

033 814 52 88

www.schroniskoklimczok.com.pl
45 miejsc noclegowych w 10 pokojach, bufet, kuchnia, miejsce ogniskowe, boisko do siatkówki, basen letni 13x6x1,2m (bezpłatny dla grup kolonijnych i gości na wczasach z wyżywieniem), profesjonalna ściana wspinaczkowa (wys.7 m), wypożyczalnia rowerów górskich (10 szt.) dla grup pobytowych, obok dyżurka GOPR, wyciąg narciarski.

Szczyt jest „dwuwierzchołkowy”: wyższy, zachodni to Klimczok (1119 m n.p.m.), niższy, wschodni, bardziej płaski to Magura (1095 m n.p.m.)

Chata Wuja Toma (Przełęcz Karkoszczonka)

43-370 Szczyrk, ul. Pasterska 9

033 827 41 45,  0 502 529 429

www.chatawujatoma.prv.pl  e-mail: //kwa#!t|u>\'E?:?G7;FAs71%\'}B>I4|s#>1\'>I>@s=~zJ

4 sale wieloosobowe (jedna 20-osobowa, dwie 15-osobowe, jedna 8-osobowa) – 20 zł/os.
1 pokój 2-osobowy – 20 zł/os.
Pościel (jednorazowo) – 6 zł; ciepła woda na żetony.

Ok. 60 miejsc noclegowych, kuchnia, bufet, kominek.

Przytulny, drewniany obiekt położony na Przełęczy Karkoszczonka, obok niewielki wyciąg narciarski, miejsce ogniskowe.

Dojazd z Bielska-Białej: autobusem PKS do Szczyrku-Biła (ostatni przystanek) + dojście 20 min.
Dojście: Szczyrk Biła (żółty szlak, 20 min.), Brenna Bukowa (żółty szlak, 50 min.), Brenna Centrum (żółty szlak, 2 godz.), Szczyrk Salmopol (Kotarz Beskid, czerwony szlak, 2,5 godz.), Klimczok (czerwony szlak, 45 min.)

Schronisko Skrzyczne (PTTK) 1257 m n.p.m.
Paweł i Andrzej Lohman

43-370 Szczyrk

33 817 85 88

www.skrzyczne.szczyrk.pl   

e-mail: //Ya~\\/26@-jr.y]pC+,1n!vz?Z` uxb\"l5smtq_VS#$8D^}0=wB$-_~2AV+7!xC_^uC`-`~6YC|$#!]jqSpVu { |ZC7q!.$@u{V>my_tv6vAsC8-vC8/_394x32lu|VtBC$YuC`ws~7?=CVq\"p_YV]8|},jY}p`@ { |ZC7q!.$@u{Vtmy_tv2vAsC8-vC8/_394x3256+o|xp`Csy |mp@Yu.r|9p$/Z39\\$32l C8x.j7Y},-!.jo|\"|_^_yr[l.jYZ3:w.{$ClAvAx3#lv{v|+jV[+3#YSC`Zsy_^`C`w5\\$!!C?Ymy7@u>2u83V4tY2tq>9nx32^_yr[l.jYZ3:wCA_w {:|;Av?\"|#t Av[mp`#m+rYZp8-S~@tv+7!xC_^uC`-`~-t r:Cv~z^V.$!_p$^xC$5m|vYD>9;tY9;0C$5_, Zz,`^Z|vYD>4tt>9;_y65V,?qz, Z_]_.z,9;t>9;_y65tp9tm.6D { |ZC7q!.$@u{Stmy_tv62AsC8-vC8/_394x32;;Kd09Q.`RReeZaRFQ1)W38./Bx0Q=[W-2+Q.`TZRReeZ[RFQ1)W38./Bx0Q=[W-2+Q.`T[RRee_RF1)W38./Bx0Q=[W-2+Q.`T\\RRd3\\Tf|><381W0<97l2+

36 miejsc noclegowych w pokojach 2 8-osobowych, kuchnia domowa, taras widokowy, sklep sportowy.

Obok schroniska znajduje się niewielki basen, ściana wspinaczkowa, strzelnica, krąg ogniskowy.
Nie ma możliwości płacenia kartą.
Na Skrzyczne można wjechać wyciągiem krzesełkowym

Artykuł opublikowano w magazynie RowerTour

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.