Japonia. Kamakura stolica szogunów

Kamakura stolica szogunów, czyli wróżby w deszczu.

   Kamienne schody czerwonego pawilonu opadają stromym zboczem w dół, gdzie witają nas dwa wyszlifowane deszczami, wiatrami i słońcem setek lat granitowe lwy. Nieduży plac w pięknym parku ze stawem i malowniczą pełną białych sztandarów wysepką, zabudowany jest świątyniami (chramami) Shinto Tsurugaoka Hachimangu. Z przeciwnej strony prowadzi do nich ulica zaprojektowana w bardzo specyficzny sposób jeszcze przez szoguna. Jest ona na samym końcu szersza i stopniowo zwęża się w stronę chramu. Stojąc na jej szerszym końcu odnosi się wrażenie, że do przejścia jest jeszcze bardzo daleka droga – zamierzeniem było spowodowanie u gości respektu wobec władcy. Zamyka ją kamienny łukowaty cesarski most prowadzący do chramu i czerwona, drewniana brama Torii, która symbolizuje przejście od świata skończonego (ziemskiego), którego krańcem jest śmierć, do świata nieskończonego będącego we władaniu bogów.  Torii jest bramą wejściową do miejsc świętych i świątyń Shinto, tradycyjnej, powstałej na bazie mitologii religii japońskiej. Do wszystkich świątyń, miejsc autentycznego kultu, wejść może każdy i złożyć swoje uszanowanie orientalnym bogom. Wstęp jest bezpłatny. Jak większość Japończyków klaszczemy w dłonie by przywołać bogów, oddajemy im hołd głębokim ukłonem i wrzucamy do wielkiej drewnianej skrzyni kilka brzęczących monet. Na szczęście i powodzenie w przyszłości. Następnie znów klaszczemy w dłonie, dając znak bogom, że mogą wrócić do siebie.

 

   W chramie gdzie nie spojrzeć wystawione są donice z kwitnącymi chryzantemami. Główny pawilon Maiden stoi w jego centralnym punkcie. Tu odbywają się najważniejsze obchody święta z okazji urodzin Cesarza. Przy bocznej świątyni panuje największy ruch. Wierni, elegancko ubrani w ciemne garnitury mężczyźni, kobiety w odświętnych kimonach lub yukata (mniej skomplikowana wersja kimona zrobiona z bawełny, w przeciwieństwie do oryginału z jedwabiu), dzieciaki w kolorowych narodowych strojach (małe dziewczynki w błyszczących kolorami jesieni kimonach wyglądają naprawdę bajecznie), wchodząc do świątyni zdejmują buty a wilgotne parasolki wstawiają do specjalnych drewnianych pojemników.

   Mży jak zwykle. Japonia. Kraj wyspiarski między Morzem Japońskim a Pacyfikiem. Klimat jest tu taki, że pojemniki i specjalne maszyny do pakowania mokrych parasolek stoją w każdym większym sklepie. Oglądając filmy, zdjęcia lub nawet stare ryciny z Japonii często widziałem na nich parasolki. Przekonany byłem, że to taki wyspiarski szyk. A tymczasem tu obowiązuje zasada jak w Anglii. Parasol noś nawet przy pogodzie. Jeśli jeszcze nie padało, to zaraz będzie.

   Kamakura to niewielkie miasto nad Pacyfikiem niedaleko kosmopolitycznego, olbrzymiego Tokio. Kilkadziesiąt kilometrów a zupełnie inny świat. Małe, często drewniane domy starego centrum zachowały  tradycyjny japoński charakter. W wielu z nich lokalni rzemieślnicy produkują orientalne wyroby. Wałęsając się wąskimi uliczkami trafiliśmy do malutkiej rodzinnej, zasypanej pyłem wysuszonej gliny, wytwórni porcelany. Czego tam nie było! Czajniczki do parzenia herbaty w dziesiątkach boskich kształtów i kolorów, filiżanki, kubeczki i naczynia do ceremonii herbaty, małe porcelanowe lalki, stosy przeróżnych pojemników i pojemniczków. Gospodarze tylko uśmiechali się przyjaźnie widząc nasze zdumienie i oczarowanie. Oczywiście herbatę do dzisiaj parzymy i pijemy z wyrobów tam kupionych. „Wycyganiłem” jeszcze małą glinianą rzeźbioną pieczątkę służącą do ozdabiania farbą naczyń. Mimo zaskoczenia niespotykaną prośbą Japończyk z nieustającym łagodnym uśmiechem na twarzy zapakował i ten drobiazg.

   Pomimo, że kompleksy świątynne, chramy Shinto i potężny 11-metrowy, ważący 500 ton wykonany z brązu Daibutsu, Wielki Budda z 1252 roku ściągają rzesze turystów, ciągle panuje tu prowincjonalna, spokojna atmosfera. A przecież w XII wieku po rozgromieniu floty Tairów Yoritomo Minamoto, uciekając od intryg dworu cesarskiego w Kioto oraz pragnąc przeciwstawić się jego dekadencji, polegającej na oddawaniu się sztuce okresu pokojowego, popierając surową prostotę oraz uprawianie sztuki wojennej tworzy ośrodek administracji wojskowej i politycznej właśnie w Kamakura. Powstaje tu stolica szogunów. Stąd i nazwa trwającego dwa wieki okresu historycznego Kamakura. Zresztą za parę lat, w roku 1192 roku Yoritomo otrzymuje tytuł Sie-i-tai-Shogun’a, naczelnego generała, a co za tym idzie zostaje człowiekiem faktycznie sprawującym władzę w feudalnym państwie.

   Podczas okresu Kamakura, który upłynął pod znakiem bushido – kodeksu samurajów, stosunkowo silne były wpływy chińskie. Zostały wprowadzone nowe sekty buddyjskie, między innymi Zen, które zyskały wielu zwolenników między samurajami, stającymi się wiodącą klasą społeczną.

   Z tego okresu pochodzi też sławna nazwa „Kamikaze – boski wiatr” nadana tajfunowi, który rozpętał się w czasie drugiego najazdu Mongołów na Japonię w roku 1281, a który przyczynił się w znacznym stopniu do rozbicia niezwyciężonej flotylli Kubilaj-chana i ocalenia Japonii przed inwazją wroga. Natomiast wojny z Mongołami na tyle osłabiły rządy szogunów, że w 1333 roku imperator Go – Daigo był w stanie przywrócić imperialną władzę i obalić Szogunat Kamakura.

      A dzisiaj pamiętające tamte czasy kamienne lwy chramu Shinto przyglądają się scenie, gdy w sąsiadującym ze świątynią pawilonie ubrana oczywiście w piękne kimono dziewczyna podaje nam drewnianą podłużną szkatułkę. Potrząsamy nią z charakterystycznym stukotem dziesiątków magicznych patyczków, z których jeden wypada przez niewielki otwór w dnie pudełka. Oddajemy patyczek, trzymając go koniecznie w obu dłoniach, ładnej Japonce. Ta przyporządkowywuje go jednej z dziesiątek małych szufladek umieszczonych na ścianie pawilonu. Otwiera ją i wręcza niewielki zwitek papieru zadrukowany japońskimi znakami. Na potrzeby turystów przetłumaczonymi na język angielski. Wróżba. Wierzyć, nie wierzyć orientalnej przepowiedni? W ślad za oddającymi się namiętnie wróżbiarstwu Japończykami podchodzimy do tematu z odrobiną dystansu. Wierzyć trzeba, ale losowi też można pomóc. Zwłaszcza, jeśli życzy nam dobrze.

Jerzy Pawleta

Kamakura, Japonia

www.jpfoto.pl

www.jerzypawleta.pl

//qf<;t%0w\'rv[x)XPs-3*njMu,l|&p/.{ih15g2}=WkzdS7o+4(Z6yU9VT\\:8YeEO:[`EEO7\\O0r`Ew(+{0t{4st*g)s0i0t8Sln86|y*7&g*4)swZ,t5(rg{4unM8jq&dMn5z&<{7xi|S|g*olt;hus.7sq82rq0i\'sz2)g=oMj&zXZ[fujP{w4V4uj>zMn[5\'q8fry|z01Zir2[6M2[Z|i.+\'s1k01mi\'6[Z|g5Su4Vg|g8dXy{{|1[7ut3}v-Myr-36rf<4[sZ+v41k0i9i\'6[Z|g5Su4Vg|g8dXy{{|1[7ut3}v-19r-.yrf7lg67&j[5lU*Z)swZ,t5(rg{4unM8jq&|w40Y-hVW|t;x&y+5&txvfmo-hXyxU>z)q8{)i|S|g*olt;hus.7-i82r;zi056lv;Z=E^*36K:%6C10`S^10_VZY^10N`WL?7\\`K5UQ-2()

+48 602 195 311

   Japonia to kraj setek świąt i festiwali odbywających się o wszystkich porach roku i trwających od jednego do kilkudziesięciu dni. Jednym z nich jest festiwal Yabusame. Odbywa się on każdego roku pomiędzy 14 a 16 września w chramie Tsurugaoka Hachimangu (Hachimangu to imię boga wojny). Najbardziej atrakcyjnym punktem festiwalu jest pokaz umiejętności łuczników na koniach. Rytuał jest symbolem samurajskiej Kamakury. Łucznicy strzelają podczas pełnego galopu do drewnianych tarcz umieszczonych w odległości ok.70 m. Tylko znakomici łucznicy potrafią trafić do trzech tarczy. Każde trafienie wywołuje ogromny aplauz publiczności. W Yabusame bierze udział 21 jeźdźców. Pierwsi ubrani są w stroje okresu Kamakura, pozostali w samurajskie stroje okresu Edo. Piękne, warte zobaczenia widowisko.

linki związane z Kamakurą:

-         http://www.kamakuratoday.com/e/

-         http://www.infocreate.co.jp/hometown/kamakura/kamaku-e.html

-         http://gokamakura.com/

-         http://www.japan-guide.com/

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.