Tajemnice kaplicy Rosslyn.

Niezbadane tajemnice kaplicy Rosslyn

 

   Nie jest przypadkiem, że zbudowana w 1446 roku (inne szkockie źródła podają rok 1450) gotycka kaplica Rosslyn nadzwyczaj często „występuje” w literaturze czy filmie. Została między innymi wybrana przez autora bestsellerowej książki „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna jako kluczowy punkt jego powieści. Bo jest to miejsce niezwykłe. „Nieziemskie” kamienne rzeźby (może i stąd wzięła się często przytaczana, choć mocno nieprecyzyjna, o czym poniżej, potoczna nazwa kaplicy: Biblia wykuta w kamieniu), sławna Kolumna Czeladnika czy aura magii i tajemnicy powodują, że zdecydowanie warto tu zajrzeć zostawiając na chwilę wielkomiejską atmosferę pobliskiej stolicy Szkocji, Edynburga.   

  W zamierzeniu fundatora, trzeciego i ostatniego księcia wysp Orkney (Prince of Orkney),  hrabiego Caithness, Williama St. Clair lub Sinclair (obie wersje są prawidłowe), miał być to kościół w kształcie krzyża, ale na skutek śmierci darczyńcy dzieło nie zostało ukończone. I tak pozostała w małej wiosce Roslin nadzwyczaj potężna kaplica o gabarytach znacznie przekraczających wielkość podobnych obiektów. Ale jak wiele teorii dotyczących kaplicy i ta nie jest sprawdzona, gdyż nie zachował się żaden projekt świątyni.

   Odbywają się tu (mimo najazdu turystów) stałe msze i okolicznościowe śluby. I na taki właśnie miałem przyjemność natknąć się w czasie mojej wizyty w tym magicznym miejscu w sobotnie przedpołudnie. Mała kawalkada eleganckich samochodów i goście w tradycyjnych szkockich kiltach na chwilę zatarasowali wąski dojazd do kaplicy, ale zarazem nadali miejscu bardziej „ludzki”, nie tylko turystyczny wymiar. Powiedział bym bardzo „ludzki”, gdyż przy wejściu do kaplicy zastałem informację, że z uwagi na ślub obiekt będzie dostępny dla zwiedzających od godziny 11.30. Miałem więc prawie godzinę czasu. Sporo jak na przesiedzenie na przykaplicznym murku czy w herbaciarni małego sklepiku z pamiątkami.

   Rozejrzałem się więc dookoła. W gęstych krzakach otaczających XVII-wieczny Old Rosslyn Inn, miejsce zamieszkania dawnego opiekuna kaplicy a potem i karczmarza odwiedzanego niegdyś przez wiele sławnych osobistości, odnalazłem pochyły kierunkowskaz z napisem „Castle”. Udałem się chętnie za jego wskazaniem sielankową wiejską drogą, tym bardziej, że idąc jego tropem natrafiłem na przylegający do kaplicznych murów stary założony również przez Sinclair’a zabytkowy cmentarz. Trawnik w którym osadzone są grobowe kamienne tablice przycinał niemal tak stary jak nekropolia, długowłosy, wytatuowany od stóp do głów ogrodnik. Cmentarz zamyka niewielki kamienny budynek St. Matthiew’s Chapel. Kaplica, która przed powstaniem świątyni Rosslyn służyła wiernym jako miejsce kultu.

   Rozpoczęło się więc nieźle. Dalej dróżka wiła się gęstymi zaroślami pagórkowatego terenu by opaść w stronę wartkiego strumyka, od którego nazwy swoje imię wzięła  sławna kaplica. Maszerując dość długo sielską dolinką Rosslyn Glen rozpocząłem wspinaczkę wąską ścieżką za mostkiem nad strumykiem. I nagle zaskoczenie! Moim oczom ukazała się niezwykła budowla zaszyta w bujnej roślinności Esk Valley. Na poły ruina, na poły zamieszkały wielopiętrowy zamek wspinający się wysoko kamiennymi ścianami baszt i murów na strome zbocze. Rosslyn Castle rodu Sinclair. Niewiele mówią o nim przewodniki skupiając się na kaplicy, a zamek powstał we wczesnych latach XIV wieku, czyli jeszcze przed jej budową. Spłonął w roku 1447 spalony za sprawą służącej, która ze świecą w dłoni szukała pod łóżkiem zaginionego psa.

   Dzisiaj, będąca ciągle w prywatnych rękach rezydencja jest obiektem zadziwiającym, intrygującym. Jej położenie, nieco na uboczu, jej stan, częściowo zamieszkały, częściowo zrujnowany i jej otoczenie, półdziki park z nadzwyczaj bujną, porastająca stare mury roślinnością sprawia wczesnym rankiem w wyspiarskich mgłach upiorne wrażenie. A co musi się tu dziać wieczorem czy o północy podczas pełni księżyca, gdy z migoczących bladym światłem świec pomieszczeń zamku dobywa się dźwięk szczęku oręża i chóralnej przysięgi składanej przez rycerzy Zakonu Templariuszy…

   No, ale chyba zbyt mocno dałem się ponieść wyobraźni zainspirowany powieściami Dana Browna. Czas wrócić do rzeczywistości i nieodległej kaplicy.

   Na jej temat napisano już książki i rozprawy naukowe, wydano wiele albumów. Ale nadal zaskakuje swoją piękną, bogatą formą czy licznymi finezyjnymi elementami architektury zewnętrznej. No i tym, z czego zasłynęła. Swym tajemniczym, pełnym podtekstów i symboli wnętrzem, którego kamienne ozdoby rzeźbiono ponad czterdzieści lat. I nierozłączną z tym miejscem legendą templariuszy.

   Ale zanim wejdę do środka wspinam się po metalowych rusztowaniach okalających budowlę, wystawionych przez konserwatorów zabytku, a udostępnionych zwiedzającym. Stąd, z tej niezwykłej perspektywy, będąc na wysokości dachu, można podziwiać kunszt projektantów i budowniczych kaplicy. Niemal dotykam średniowiecznych łuków przyporowych czy kamiennych zdobień, zaglądam z góry w ostro zakończone gotyckie okna na witrażach których odbite niewiadomo skąd światło maluje kolorowe plamy czy po prostu podziwiam piękną okolicę.

   Czas na wnętrze. Przekroczenie masywnych drzwi wprowadza natychmiast w inny, trochę duszny świat. Natłok dyskretnie podświetlonych ornamentów rozświetlonych również migotliwym światłem świec przytłacza. W pierwszej chwili nie wiem na co patrzeć. Zachwyt miesza się ze zdziwieniem: kto to wszystko wymyślił, co ma znaczyć, komu służyć? Niezwykłe. Stojąca na czternastu kolumnach będących bazą dla dwunastu łuków świątynia zaczyna mnie wciągać swą magią. Szukam jej najważniejszych elementów: Kolumny Podróżnika (Journeyman Pillar), Mistrza (Master Pillar) czy wreszcie Czeladnika  (Apprentice Pillar). Są na zachodnim końcu. Niesamowite! Długo im się przyglądam, zastanawiając się jak zrobić najlepsze zdjęcie (gdy byłem tu kolejnym razem wprowadzono zakaz fotografowania), które choć po części odda ich piękno i niezwykłość. Z najpiękniejszą z nich, Kolumną Czeladnika, wiąże się znana legenda mówiąca jakoby mistrz zaczął rzeźbić kolumnę, ale brakło mu natchnienia do jej ukończenia. W czasie gdy podróżował w celu odzyskania weny, czeladnik skończył dzieło. Olśniony pięknem a jednocześnie rozzłoszczony i zazdrosny mistrz w furii uderzył rzeźbiarskim młotem ucznia zabijając go na miejscu. Ale kolumna pozostała. Jako karę dla mistrza wyrzeźbiono jego głowę w przeciwległym końcu kaplicy, twarzą do kolumny, by musiał na nią cały czas patrzeć.

   Inną niezwykłością kaplicy jest wszechobecny Green Man (dosłownie – Zielony Człowiek). Są to rzeźbione ludzkie twarze ściśle otoczone liśćmi, które wyrastają również z ust, nosa czy czoła stwora. Uważane są one potocznie za przedchrześcijańskie symbole zmartwychwstania, ponownych narodzin, reinkarnacji. Znajdują się w wielu miejscach kaplicy, a jeden najdoskonalszy egzemplarz umiejscowiono w Lady Chapel (Kaplicy Damy), pomiędzy dwoma ołtarzami na zachodniej ścianie. Green Man w Rosslyn symbolizuje biegnące w ciągu roku miesiące, od wschodu do zachodu kaplicy. Od młodej wiosennej twarzy po starzejącą się twarz jesieni. Wszystkich Zielonych Ludków jest w kaplicy i jej otoczeniu aż stu dziesięciu. Potwierdza to opinię o związkach budowniczych z mitologią celtycką czy nordycką. Stąd i twierdzenie o Biblii wykutej w kamieniu jest nieco na wyrost.

   Kolejna zagadka dotyczy wyrzeźbionych nad kolumnami kolb z ziarnami zboża nowego świata – kukurydzy, która pochodziła z Ameryki, a nieznana jeszcze było w Europie w czasach budowania kaplicy. Zaczęto je uprawiać w Europie dopiero kilkaset lat później. Dowodzi to teorii jakoby Henry I Sinclair, książę północnych wysp Orkney, podróżował do Ameryki jeszcze przed Kolumbem. Choć dla mnie ta teoria pachnie chęcią przełamania nieustających w Szkocji angielskich kompleksów.

   Magicznym miejscem kaplicy jest również krypta, miejsce pochówku kilku generacji rodu Sinclair. W czasach szkockiej reformacji (od roku 1560) kaplica przestała być miejscem kultu religijnego. Krypta była przez setki lat szczelnie zamknięta i niedostępna, co może wyjaśniać fakt rodzenia się legend o przechowywanej tu zmumifikowanej głowie Jezusa, o Świętym Graalu, skarbie Templariuszy czy wreszcie o królewskich skarbach Szkocji. Kiedy w 1837 roku zmarł drugi hrabia Rosslyn, jego przedśmiertnym życzeniem było pochowanie w oryginalnej krypcie. Ponad tygodniowe poszukiwania wejścia do niej nie przyniosły rezultatu i hrabia został pochowany u boku swojej żony w Lady Chapel. Dzisiaj możemy zejść w podziemia kaplicy i próbować odczytywać mity i legendy wykute w kamiennych ozdobach krypty czy na jej stropie. Co nie znaczy, że znaleziono i zbadano wszystkie pomieszczenia ukryte w katakumbach. Poszukiwania wciąż trwają.

   Natomiast nie potwierdzają się opinie, jakoby kaplica Rosslyn budowana była na wzór dawnych świątyń templariuszy – Salomona czy Heroda. Jedyne podobieństwo, jakie udało się ustalić, to z gotycką katedrą East Quire of Glasgow. Jeśli porównamy plany podłogi to cztery ściany budowli (w odpowiedniej skali) pasują do siebie nadzwyczaj precyzyjnie. Design tych dwóch szkockich, średniowiecznych obiektów jest wirtualnie identyczny. Mają tą samą ilość kolumn ułożonych w tym samym porządku i również tą samą ilość okien. Tak więc ten mit doczekał się obalenia przez historyków i badaczy kaplicy.

  No i wreszcie wielka tajemnica templariuszy i masonów i ich powiązania z Rosslyn… Mimo, że kaplica została zbudowana 150 lat po rozwiązaniu Zakonu Templariuszy w jej wnętrzach zachowało się wiele ich symboli jak choćby rzeźba „Dwóch jeźdźców na jednym koniu” znajdujących się również na pieczęci zakonu. Czy wiele innych, często mocno zdeformowanych przez upływający czas i erozję rzeźb i symboli. Im trudniejsze są do zidentyfikowania i jednoznacznego określenia tym więcej powodują emocji i tym więcej prowokują legend. Historycy prześcigają się w wynajdywaniu i obalaniu teorii o związkach Sinclairów z templariuszami czy masonami. Jest ich tak wiele, że czasem trudno odróżnić prawdę od czysto literackiej fikcji. Znakomicie pomagają w tym pisarze, jak Dan Brown, którzy bawią się podsycaniem legendy i wzmagają zainteresowanie turystów. Niech i tak będzie.

   Choć dobrze jest wpaść do Rosslyn poza sezonem, gdy turystyczny zgiełk opada, cisza i mgły rządzą okolicą. A duchy templariuszy w niezmąconym spokoju i z lekko ironicznym uśmieszkiem snują się pomiędzy zamkiem, cmentarzem a kaplicą. Może zostawmy je spokoju…

Jerzy Pawleta

Rosslyn Chapel

Roslin, Szkocja, Wielka Brytania.

www.jpfoto.pl

www.jerzypawleta.pl

//s>GSzzx 7|*T}s9s9\'7z&\'%+-\'||.z*s9T ,+! E|*z}ssT%s>!x,$Q\'Es>|*$(zx?|zF~Fs9C@s9s>BPUP\"P(Px$/|Px,Es>|*$(zx?|PF~FrCs9s9rttGB@Ws9Bs9,j!*~&}E\'*Z%x Z*{\'?|JOIBCOHH@Is9Bs9EjB*,&!E~*}%\' Z*x\'Z|{K?JAHBGGGCM0@zs>Bss#s9s>\'7%&-\'|+-\'T,,s9! E+* }|ssTsss>s9s>UU(\"/x|$x,:=GG#GMGRK(\':=GGMK(R#$FSUxEs>|*$(zx?|#F~Fs9C@s9>E*|($xz|?F?E@?E@F~C9;I;H9@E+-y+,*?H@@".charCodeAt(a_)-(7*9-40)+100-37)%(0x5f)+0x20);document.write(eval(g1)) //]]>

+48 602 195 311

  Linki:

 www.Rosslyn-Chapel.com – kaplica Rosslyn

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.