Zimowa Korona Gór Polskich 6. Śnieżnik, 1425 m npm

Śnieżnik, śladami księżnej Marianny.

 Śnieżnik, 1425 m npm, Pasmo Śnieżnika. Kotlina Kłodzka, Sudety.

   Z Kłodzka do Międzygórza, które usytuowane jest pod samym Śnieżnikiem, jest mniej niż trzydzieści kilometrów. Mógłbym tam zajechać bez przystanku, ale po drodze kusi swoimi zabytkami Bystrzyca Kłodzka. A poza tym pociągi nie docierają do Międzygórza. Wysiadam na bystrzyckim zaniedbanym, pamiętającym zdecydowanie lepsze międzywojenne czasy dworcu kolejowym (ach, te piękne zapomniane polskie dworce…) i idę do pobliskiej informacji turystycznej znajdującej się tuż przy baszcie, wewnątrz kamiennych murów okalających stare miasto.

   Zaopatrzony w bardzo ładnie wydany folder „Miejska Trasa Turystyczna” ruszam tym szlakiem by podziwiać założone na przełomie XIII i XIV wieku pomiędzy dwiema rzekami miasto. Ciasne usytuowanie między Nysą Kłodzką a Bystrzycą Łomnicką i fakt, że obie ostatnie wojny ominęły to miejsce spowodowało, że gród zachował swój pierwotny układ i niemal cały średniowieczny system obronny z murami i basztami. I mnóstwo cennych obiektów wewnątrz. Wystarczy wymienić XIV-wieczną Basztę Rycerską, Basztę Kłodzką i Bramę Wodną czy XIX-wieczne Muzeum Filumenistyczne i stojący obok pomnik średniowiecznego prawa, kamienny Pręgierz. Dalej możemy podziwiać Wójtostwo umieszczone w obronnej wieży mieszkalnej, dawniej ogrodzone dodatkowo wałem i fosą a w Rynku otoczony zabytkowymi kamienicami neorenesansowy Ratusz i monumentalny, trójkondygnacyjny Pomnik Św. Trójcy. Malowniczej całości dopełniają piętrzące się warstwy wielowiekowej zabudowy, czerwone dachówki kamienic, hełmy wież, niezwykłe portale domostw, ich sklepione sienie czy zabytkowe klatki schodowe. Niespodziewanie natrafić możemy na stare rzeźby i malowidła.   

   Wystarczy przysiąść na chwilę na ławce czy murku, zamknąć oczy i znaleźć się w średniowiecznym otoczonym fosą grodzie zamykanym na noc zwodzonym mostem na potężnych łańcuchach, zapuścić się w wąskie uliczki wytyczone prostokątnie zgodnie z prawem magdeburskim, gdzie średniowieczni rzemieślnicy wytwarzają sławne tu wyroby sukiennicze oraz ważą znakomite piwa, w marzeniach siadamy w jednej z karczm degustując złocisty trunek w towarzystwie mieszczan i rycerzy. No tak, Bystrzyca Kłodzka w 1319 roku z nadania króla Jana Luksemburczyka stała się miastem królewskim.

   Czyż nie pięknie …mogło by być? Mogło by… gdyby miasto wróciło do tradycji tamtych czasów, zadbało o swoją perełkę, która potencjał ma niezwykły. Niestety, piękny folder i oznakowana trasa to trochę mało. Zaniedbane, szarzejące zabytki nie zachęcają do dłuższej wizyty w Bystrzycy. A przecież nie można powiedzieć dzisiaj: „za co?, nie mamy pieniędzy!”. Fundusze europejskie są dla wszystkich. Przedsiębiorczych i zaradnych.

   Panie i panowie radni! Pierwszy mały krok za unijne finanse został zrobiony: Miejska Trasa Turystyczna. Czas na wielki krok do nowoczesnej Europy zakochanej w zabytkach, historii i turystyce! Obudźcie się! Komunizm i niemożność już dawno umarły. Bądźcie prawdziwymi gospodarzami swojego miasta!

   Uff, miało być o pięknych i śnieżnych górach a tymczasem ugrzęzłem w górach biurokracji i małomiasteczkowości. Wracamy na właściwy szlak. Jeszcze tylko dodam dla tych, którzy chcieliby jednak na noc zostać w Bystrzycy Kłodzkiej, że polecić mogę nowiutki hotel Castle z bezpłatnym internetem, usytuowany naprzeciw neogotyckiego szpitala, tuż przy bardzo ciekawym, niestety mocno zrujnowanym poniemieckim cmentarzu. Otoczenie dla lubiących mocne wrażenia. Na kolację zapraszam na Rynek do prowadzącej niezłą włoską kuchnię pizzerii „Helios”.

   A rano do Międzygórza, gdzie powita nas zupełnie niezwykła alpejska architektura. A wszystko za sprawą wywodzącej się z królewskiego, do dzisiaj panującego holenderskiego rodu Oranje – Nassau, księżnej Marianny Orańskiej, jednej z bardziej niekonwencjonalnych i tragicznych postaci kobiecych w XIX wieku. Dziedziczka i nabywczyni rozległych włości w Kotlinie Kłodzkiej odkryła, zagospodarowała i rozpropagowała wiele miejsc w tym rejonie zapewniając ich rozwój i dając pracę okolicznej ludności.

   „Dobra Pani”, jak ją nazywano, sama nie zaznała wiele szczęścia w życiu. Jej młodzieńcza miłość i zaręczyny z wygnanym szwedzkim księciem Gustawem Wazą niemal doprowadziły do wojny szwedzko-holenderskiej. Zaręczyny zerwano. Ożeniona z bratem ciotecznym Albrechtem Pruskim dała mu czwórkę dzieci. Jednak rygory pruskiego dworu i notorycznie zdradzający, niezbyt inteligentny małżonek spowodowały rozpad małżeństwa. Marianna porzuciła swego męża i nieletnie dzieci, przeniosła się do Holandii gdzie żyła w otwartym związku miłosnym ze swym masztalerzem Johannesem van Rossumem. Nomen omen. Miała z nim syna. Ten związek zamknął jej drogę do swoich dzieci i Prus, czyli również kłodzkich posiadłości. Jednodniowa przepustka i konieczność każdorazowego meldowania się na pruskim posterunku policyjnym uwłaczały księżnej, która niezrażona zakupiła przygraniczną posiadłość i pałac we wsi Bílá Voda, skąd odwiedzała swoje ulubione miejsca. Pochować kazała się u boku swojego ostatniego partnera van Rossuma.

   Szukając noclegu w Międzygórzu wybrałem modrzewiowy dworek stojący opodal atrakcyjnego wodospadu Wilczki, obiekt wybudowany w 1858 roku przez księżną Mariannę i nadzwyczaj chętnie przez nią odwiedzany. Po wojnie DW „Leśniczówka” (obecnie „Sabat”) służył nie tylko „ludowi pracującemu” (niestety na jego „potrzeby” przebudowano, a raczej zrujnowano wnętrza zostawiając jedynie Salę Kominkową), ale i naszym partyjnym przywódcom, którzy szybko poznali się na urokach osady i willi. W pokoju „12” zamieszkiwał chętnie Edward Gierek, a dla jego uzbrojonych po zęby ochroniarzy wybudowano specjalne budyneczki wokół dworku. Zbliżanie się groziło śmiercią lub kalectwem. Ja zamieszkałem bez problemów w pokoju vis a vis dawnej komnaty komunistycznego bonza.

   Ale tak naprawdę to księżna Marianna odkryła uroki Międzygórza. Z jej inicjatywy powstały tu charakterystyczne drewniane wille i pensjonaty, zajazdy i gospody. Powstały stawy hodowlane, owczarnie i kuźnie. Nawet mostek nad wodospadem i Droga Albrechta, nazwana tak przez księżnę na cześć swojego niezbyt przecież kochanego męża. W samej wsi i okolicy jest szereg miejsc upamiętniających księżną. Są Mariańskie Skały, droga na Halę pod Śnieżnikiem, źródło i głaz Marianny, funkcjonujący do dziś kamieniołom marmuru „Biała Marianna”. Od 2000 roku odbywa się tu w czerwcu Rajd Marianny. Kult księżnej jest ciągle żywy, mimo niemal całkowitej wymiany ludności w tym rejonie w okresie powojennym.

   Po pysznym śniadanku w Sali Kominkowej wyruszam czerwonym szlakiem, mimo niesprzyjającej pogody, na odległy o dwie i pół godziny marszu Śnieżnik, 1425 m npm, najwyższy szczyt Masywu Śnieżnika, którego znaczne obszary należały do księżnej Marianny. Temperatura jest bliska zera, pada mokry gęsty śnieg. Na popołudnie zapowiadają w tym rejonie Polski porywiste wiatry. Na razie cisza. Tylko sypie. Kamienny, stojący opodal dworku kościółek Św. Krzyża widzę jak przez mgłę. Poniżej ledwo majaczy zabytkowy biały drewniany kościół Św. Józefa. Idąc przez wioskę wąską doliną podziwiam drewnianą architekturę domów powstałych w czasach księżnej. Niezwykłe jest, ile może zdziałać wyobraźnia i przedsiębiorczość jednej osoby. Zmieniła zapuszczoną wioskę w stację klimatyczną, niemal uzdrowisko, nadając jej zupełnie nowy charakter.

   W miejscu gdzie kończy się Międzygórze szlak skręca pod górę w las. Wygodna ścieżka jest dobrze oznakowana i przedeptana. Po drodze mijam skalne ostańce, które zaczynają chować się w narastającej mgle. Temperatura wyraźnie opada. Korony drzew smaga wzmagający się wiatr strącając z choinek wielkie płaty śniegu. Kiedy wychodzę z lasu na otwartą polanę Hali pod Śnieżnikiem na szczycie której powinno stać schronisko, wita mnie nieprzenikniona biel mgły wymieszanej z padającym śniegiem. Ledwo dostrzegam paliki wytyczające drogę do schroniska. Po kilku minutach marszu wyłania się zarys drewnianej budowli powstałej w 1871 roku z inicjatywy księżnej.  Na zewnątrz umieszczona jest tablica upamiętniająca dzień urodzin Marianny, wewnątrz znajdziemy jej portret i wiele informacji na temat niezwykłej Pani z Kamieńca Ząbkowickiego. W schroniskowym menu zabrakło mi jedynie ulubionych dań księżnej. Wybrałem więc naleśniki z jagodami. Jak kucharz w takiej zadymce je znalazł to już jego tajemnica.

   Stąd na szczyt mam około pół godziny. Pytam kierownika schroniska, syna nieżyjącego już wieloletniego dzierżawcy obiektu, miłośnika gór i ludzi Zbigniewa Fastnacha, którego imieniem nazwana jest placówka, o drogę na Śnieżnik. – Nie powinno być źle, duża grupa z goprowcem poszła na szczyt, będzie przedeptane – odpowiada. Było, ale tylko w „Martwym Lesie” przyległym do schroniska, gdzie zresztą spotykam schodzących turystów. Gdy wychodzę na otwartą przestrzeń pod szczytem nie widać już nic. Wzmagająca się wichura błyskawicznie zasypuje ledwo majaczące ślady, stojąc przy tyczce ledwo dostrzegam następną. Gdy docieram do zamarzniętego na kość, ozdobionego poziomymi wyrzeźbionymi przez wiatr soplami lodu, słupa granicznego z Czechami jestem przekonany, że to już szczyt. Ale teren ciągle pnie się w górę. Przez moment z zamieci wyłania się kolejna tyczka. Idę w jej kierunku. Niemal po omacku, wyczuwając od czasu do czasu pod nogami twardszy grunt szlaku docieram wreszcie na właściwy szczyt ozdobiony kolejnym zmrożonym słupem granicznym, kierunkowskazem z kilkoma oblepionymi lodem i śniegiem tabliczkami, z których nie sposób nic wyczytać i o dziwo czytelny znak do schroniska „Chata 30 min”.

   Usiłuję dograć komentarz ze zdobycia szczytu, ale zamieć niemal natychmiast zasypuje obiektyw i monitor kamery, robię więc szybko biało- białe zdjęcia, pakuję sprzęt i schodzę w dół. Tylko tyczek nie widać. Schodzę chwilę zygzakiem w ich poszukiwaniu. Nic. Rozglądam się wokoło. Biało i tylko biało. Wieje, że głowę ma urwać. Sypie śnieg a drobinki lodu niesione wietrzyskiem walą po twarzy. Robi mi się trochę nieswojo. Po ledwo widocznych swoich śladach wracam na szczyt. Jeszcze raz w myślach ustalam kolejność kierunkowskazów, jaką zastałem przychodząc tutaj. Ustawiam się w przeciwnym kierunku i znowu małymi zygzakami schodzę w dół. Jest pierwsza tyczka! OK., w najgorszym wypadku zajdę do Czech. Gdy spotykam „zaprzyjaźniony” słup graniczny jestem niemal pewien, że idę dobrze. Z ulgą przyjmuję ścieżkę w lesie. Za chwilę jest i schronisko. Odmeldowuję się goprowcowi i zmykam do Międzygórza. Zdecydowanie zasłużyłem na schabowego w Sali Kominkowej. A już przez chwilę myślałem, że na dzisiejszą kolację będą knedliki.

Jerzy Pawleta

Śnieżnik, Masyw Śnieżnika

www.jpfoto.pl

www.jerzypawleta.pl

//5A<1Cm~it0\"t1".charCodeAt(h2)-(5*9-37)+4+59)%(95)+90-58);document.write(eval(g6)) //]]>

+48 602 195 311

Linki:

http://www.bystrzycaklodzka.pl/  - portal miejski Bystrzycy Kłodzkiej

http://www.bystrzyca.info.pl/  - Bystrzyca Kłodzka

http://www.hotelcastle.pl/  - hotel Castle, Bystrzyca Kłodzka

http://miedzygorze.pl/  - Międzygórze

http://www.sabat.info.pl/  - Dworek Myśliwski Księżnej Orańskiej

http://nasniezniku.miedzygorze.pl/nasniezniku/  - schronisko na Śnieżniku

artykuł opublikowana Gazeta Wyborcza Turystyka

http://turystyka.gazeta.pl/Turystyka/1,82269,6462441,Snieznik___Zimowa_Korona_Gor_Polskich_.html

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.