Kalinka i duchy zamku Chojnik.

   – Nie boi się Pani duchów na zamku? – pytamy żartem panią Basię pracującą w schronisku PTTK na zamku Chojnik w Sobieszowie, obecnie dzielnicy Jeleniej Góry. – Przyzwyczaiłam się – odpowiada całkiem serio. I zupełnie spokojnie, niemal bez emocji opowiada nam historie, które powodują, że włosy na moich rękach stają dęba.

   Będąc w okolicach Karpacza mieszkamy w naszej ulubionej agroturystyce „Pyszałek” w Sosnówce. Stąd, odwiedzając po drodze nowo odrestaurowany kościół w Podgórzynie, docieramy do niedalekich Cieplic. Dawny XIII-wieczny sławny kurort, dzisiaj wchłonięty przez Jelenią Górę, po okresie stagnacji wraca do dawnego blasku. Niewielki ryneczek robi nadzwyczaj pozytywne wrażenie, a prace renowacyjno – budowlane idą pełną parą. Tablice o dofinansowaniu projektów przez UE stoją w kilku miejscach. Bo z unijnych dotacji remontuje się gruntownie okazały park zdrojowy usytuowany pomiędzy barokowym pałacem Schaffgotschów a Pawilonem Norweskim. Rewaloryzuje się piętnaście uliczek starej części miasta oraz barokowy kościół ewangelicki. W słońcu błyszczą kolorowymi odnowionymi elewacjami zabytkowe kamienice i kościół parafialny Św. Jana Chrzciciela, dawny XVIII-wieczny dom zdrojowy, tzw. Długi Dom, czy klasztor cystersów. Zresztą cystersi zapisali się wspaniale w historii Cieplic. Po przejęciu kurortu od Joannitów, którzy już w 1281 roku urządzali tu w termalnych wodach i borowinach pierwsze zdrojowe kąpiele, cystersi podnieśli Cieplice do rangi czołowego uzdrowiska sudeckiego. Kolejni właściciele, Schaffgotschowie spowodowali, ze stały się też kolebką turystyki karkonoskiej. Bywali tu goście z całej Europy i znamienici kuracjusze z Polski, jak Marysieńka Sobieska, Hugo Kołłątaj czy Wincenty Pol.

   Gdy moje dziewczyny rozgrzewają się czekoladą na gorąco w jednej z kafejek, ja dalej buszuję po zabytkach. Pobyt w Cieplicach wieńczy długi spacer po parku zdrojowym, gdzie Kalinka spotyka robiące zimowe zapasy szaro-białe wiewiórki. – One wcale nie są rude! – aż podskakuje na widok niebywałego odkrycia. A wiewiórki podchodzą do niej z ciekawością zaglądając, czy w dłoniach Kalinki nie znajdą ulubionych orzeszków.

   Kolejnym punktem na trasie naszego wypadu jest zamek Chojnik w Sobieszowie, który leży dosłownie kilka kilometrów od Cieplic. Samochód zostawiamy na usytuowanym najbliżej zamku parkingu. To nie jest dobry pomysł, bo płacimy za niego aż 10 złotych. Poniżej były za połowę ceny, ale komu chciało by się wracać… Milionerzy! Kolejną opłatę uiszczamy przy bramie do rezerwatu przyrody należącego do Karkonoskiego Parku Narodowego, na terenie którego leży warownia. Pięć złotych od dorosłej osoby. Po kilu minutach podejścia i pokonaniu pierwszych szczelin między ogromnymi głazami leżącymi pomiędzy drzewami lasu, docieramy do rozwidlenia szlaków. Bardziej stromy czarny biegnie pomiędzy Zbójeckimi Skałami. Łagodniejszy czerwony odbija w prawo. Pytanie do Kalinki: – Którą trasę wybieramy?-  Odpowiedź może być tylko jedna: – Po kamolach zbójeckim szlakiem!

   Wspinaczka wcale nie jest prosta, ale dziewczyny radzą sobie świetnie. Im większy kamień tym lepszy dla Kalinki. Odkrywa na wielu z nich mięciutki zielony mech. Jest nim zachwycona. Po drodze musimy jej przeczytać wszystkie tablice informacyjne dotyczące fauny i flory rezerwatu. To obowiązkowe przystanki, nie odpuszcza żadnej z ciekawością wysłuchując wszystkich opowieści. Szereg roślin i zwierząt czy nawet ptaków już rozpoznaje, co nas niezmiernie cieszy. Niemal pod nogami znajduje leczniczą babkę. Tej nie możemy zerwać, ale obiecujemy znaleźć podobną na łąkach otaczających wysoką na 627 metrów npm górę Chojnik, na wierzchołku której usytuowany jest zamek.

   Pod szczytem Zbójeckich Skał znajdujemy okazałą jaskinię. To okazja do snucia opowieści o potencjalnych mieszkańcach groty. Od popularnych w Sudetach krasnoludkach po wszędobylskie nietoperze. Gdy już bryła zamku niemal migocze pomiędzy drzewami napotykamy jeszcze jedną przeszkodę, którą koniecznie musimy sforsować. Wielki głaz wisi nad ścieżką i wydaje się, że można go tylko lekko pchnąć i sturla się kilkanaście kroków w dół do szerokiego jaru. Mocujemy się z nim z Kalinką. Ani drgnie, zapraszamy więc również Ewę. Nic. Nie pomagają nawet wielkie drągi przytachane przez Kalinkę z krzaków. Trudno, musi jeszcze trochę urosnąć i nabrać sił. Może następnym razem.

   Po chwili marszu spomiędzy drzew wyłaniają się kontury kamiennego zamku i wielkiej bramy prowadzącej do wnętrza. Najpierw bilety. Znów pięć złotych od osoby. Ale zamek wart jest poniesionych trudów i kosztów. Jest magiczny. Liczne przesmyki, komnaty i wieże (oczywiście wspinamy się na najwyższą z nich, widoki na góry są bajeczne) powodują, że czas ucieka szybko. Zamykają o szesnastej, więc musimy się spieszyć, by wszystko zobaczyć i opowiedzieć Kalince co nieco o historii twierdzy.

   Jedno z podań mówi o drewnianej warowni z roku 1241 na górze Chojnik. Pisana historia zaczyna się w roku 1364, gdy Bolko II, ostatni z Piastów świdnicko-jaworskich, stworzył potężne mocarstwo, które zabezpieczył wieloma zamkami. Na skalistym szczycie opadającym od południa pionową ścianą w stronę Piekielnej Doliny powstała kamienna forteca, przez swoje położenie niezwykle trudna do zdobycia. Wkrótce jej właścicielami staje się śląska rodzina rycerska Schaffgotschów. Chociaż miano „rycerska” niezbyt do niej w tych czasach przystawało. Podczas wojen husyckich  Schaffgotschowie, mając oparcie w tej niedostępnej twierdzy, łupili podążających szlakiem handlowym kupców oraz okoliczną ludność. Rządzili zamkiem i okolicą ponad trzysta lat. 31 sierpnia 1675 roku warownia spłonęła od uderzenia pioruna. Schaffgotschowie zbudowali nową siedzibę w Cieplicach.  Opuszczony zamek popadł w ruinę. W roku 1822 Schaffgotschowie utworzyli tu chętnie odwiedzane przez turystów schronisko, które funkcjonuje do dziś.  Sam obiekt udostępnili zwiedzającym, podobno była to pierwsza tego typu inicjatywa w Europie.

   Kolejne kroki kierujemy więc do schroniska. Kalinka kupuje tu na pamiątkę minerał z karkonoskich gór. Gdy Kalinka z zaciekawieniem ogląda pozostałe minerały, pani Basia opowiada zamkowe historie. Od siedmiu lat pracuje i śpi w schronisku. I często słyszy chodzącego korytarzami ducha, który trzaska pozamykanymi drzwiami.  Zapewnie ściętego z rozkazu cesara w roku 1634 Jana Ulryka von Schaffgotscha. Pierwszy ducha wyczuwa zawsze jamnik pani Basi, który natychmiast jeży się i nerwowo ujada. Pytamy, co w takiej sytuacji ona sama robi. – Pogłaśniam telewizor i czekam aż sobie pójdzie – odpowiada. – Nic pani nie zrobił? – drążymy sprawę. – Nic, nie jest groźny, raczej dowcipny. Raz, gdy pan Michał zamykający zamek zapomniał zaryglować jedne z drzwi i wrócił na górę, usłyszał za sobą szmer i głos pytający: „Co Michał, już zjeżdżasz na dół?” Gdy się odwrócił, nie było za nim nikogo. Blady jak ściana zbiegł do bufetu opowiadając mi całą historię – dodaje pani Basia. Widząc nasze niedowierzanie dodaje – Schronisko jest teraz w remoncie, możecie zapytać robotników, oni tez widzieli tu dziwne rzeczy -.

    Kalinka skupiona nad kamieniami słucha tylko jednym uchem, ale gdy pani Basia opowiada legendę o mieszkającej na zamku pięknej księżniczce Kunegundzie, nadstawia i drugie ucho. Kaprysem księżnej było, by kandydat na męża objechał konno wysokie, wąskie zamkowe mury. Wieść szybko rozeszła się po kraju i zjechał na zamek kwiat rycerstwa. Nikomu nie udawało się jednak spełnić zachcianki dziedziczki bogatego rodu. Kolejni śmiałkowie ginęli spadając w przepaść. Jednak w końcu na zamek przybył piękny i dzielny rycerz, który tego dokonał. Księżniczka gotowa była oddać mu swoją rękę i wiano. Odrzucił ją, chcąc dać jej nauczkę za pychę, która spowodowała śmierć wielu znamienitych rycerzy. Gdy odjechał zrozpaczona i poniżona Kunegunda rzuciła się z zamkowej wieży. We wielkim głazie pod wieżą odciśnięte są w skale jej dwa pośladki na których wylądowała spadając z murów. Nie omieszkaliśmy pójść ich zobaczyć. Okazało się, że księżna musiała być bardzo pokaźną kobietą. A do dziś podobno można zobaczyć ducha jednego z rycerzy, który konno objeżdża zamkowe mury w księżycowe noce.

Jerzy Pawleta

Zamek Chojnik, Karkonosze.

 Zamek Chojnik
58-750 Jelenia Góra-Sobieszów
tel. 075 75 56 394 w godz. 10:00-18:00
tel. kom. 0 502 252 157
tel. 075 75 53 535 (schronisko)

http://www.chojnik.pl/

 Schronisko turystyczne PTTK na Zamku Chojnik dysponuje 16 miejscami noclegowymi o standardzie schroniskowym.

Zamek jest siedzibą Stowarzyszenia Bractwa Rycerskiego Zamku Chojnik które jest organizatorem odbywającego się corocznie Turnieju Rycerskiego „O Złoty Bełt Chojnika”.

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.