JaZZkarta. Jakarta International Java Jazz Festival 2015

 

Miałem sen. Mityczny ptak Garuda uniósł mnie z serca Europy, z Amsterdamu, i poniósł w przestworza przeistaczając się w powietrzu w Garuda Indonesia Airlines. Zwiewne stewardesy o orientalnych rysach podawały wschodnie potrawy, serwowały napoje i drinki uśmiechając się ciepłym, magicznym uśmiechem Azjatek. Relaksowałem się oglądając na swoim monitorze koncerty z udziałem moich ulubionych Stonesów czy reportaże z ubiegłych festiwali Java Jazz, by po trzynastu godzinach, bez żadnych przesiadek i przymusowego zwiedzania pośrednich portów lotniczych, wylądować w miejscu niezwykłym na mapie świata. Powitały mnie palmy, bujna przyroda, ciepłe, otaczające jak wielka poduszka powietrze i ułożone w charakterystycznym geście powitania dłonie uśmiechniętych mieszkańców …Indonezji!!! Tak, wylądowałem w Jakarcie (Dżakarcie), miejscu, które od wielu lat było na moim podróżniczym celowniku.
Klimatyzowany autobus zawozi nas do usytuowanego w samym centrum stolicy ekskluzywnego hotelu Borobudur, z pokoju mam wspaniały widok na pobliski, największy w Indonezji i całej południowo-wschodniej Azji meczet Mesjid Istiqlal sąsiadujący z chrześcijańską katedrą. Zanurzam się w przejrzystej wodzie ogromnego hotelowego basenu, by wieczorem znaleźć się w zupełnie innym, wyczarowanym jakby z baśni 1001 nocy świecie. Na Java Jazz Festival Gala Dinner!
Bo jak inaczej określić to, co ukazało się naszym oczom po otwarciu ogromnych drzwi do gigantycznej sali oświetlonej ciemnym niebieskim światłem pełnym migoczących białych punkcików, wyglądających jak gwiazdy na niebie. Pośród nich zawisły kolorowe, charakterystyczne dla Azji klatki dla ptaków. Pod jedną ze ścian stała scena koncertowa, wokół niej rozlokowane zostały dziesiątki nakrytych długim obrusem stolików ozdobionych wielobarwnymi piórami czy wielkimi figurami magicznych indonezyjskich lalek. Tłum gości przywitali oficjele festiwalu oraz fantastyczna muzyka w wykonaniu wybitnych artystów indonezyjskich czy gwiazd światowego formatu, jak choćby Chris Botti czy Kenny Lattimore. Odziane w fantazyjne stroje hostessy zapraszały na bankiet do suto zastawionych orientalnymi daniami stołów. Uczta muzyczna i kulinarna trwała wiele godzin. Ale nie zakończyła niezwykłego otwarcia. Muzycy i fani jazzu przemieścili się do obszernego baru hotelowego, gdzie na wcześniej przygotowanej scenie odbyło się klasyczne jam session. Fantastyczna muzyka, porywająca zabawa i rozmowy istotne trwały do rana. Nikt, kto kocha jazz, nie wyszedł wcześniej, niż nie zamilkły ostatnie dźwięki perkusji, saksofonu, pianina czy trąbki. Przywitał nas blady świt i śpiew muezina z pobliskiego meczetu.

Śniło mi się, że kolejny festiwalowy dzień przywitał mnie muzyką w wykonaniu bandu, na czele którego stoi polski wibrafonista Dominik Bukowski, a towarzyszą mu muzycy indonezyjscy, w tym znany, acz młody pianista Sri Hanuraga. Koncert zaszczycił swoją obecnością ambasador Rzeczypospolitej Polski w Indonezji, pan Tadeusz Szumowski. Okazją do promocji polskiej muzyki było 60-lecie dyplomatycznych (i nie tylko) kontaktów obu krajów. Znakomity koncert siłą rzeczy wplatał w europejską, polską muzykę jazzową wątki indonezyjskie. Muzycy brawurowo wykonali jazzową wersję indonezyjskiego utworu, którego polski tytuł „Kiedy Allah szedł” znamy z repertuaru Violetty Villas. Znakomicie bawiła się zarówno indonezyjska jak i polska publiczność wypełniająca salę koncertową. Wprawiony w przedni jazzowy nastrój odwiedzałem kolejne miejsca i sceny, by nasycić się muzyką, ale i zachłysnąć niezwykłą atmosferą festiwalu, stworzoną przez nadzwyczaj gościnnych Azjatów. Uśmiechom, pozdrowieniom, sympatycznym zaczepkom czy minutowym rozmowom nie było końca. Nie chciało się wracać do hotelu, ale kolejny dzień przynieść miał nowe wrażenia, nowe doznania.

Wprowadził mnie w niego pan Peter F Gontha, animator festiwalu i twórca jego sukcesu, biznesmen, obecnie ambasador Republiki Indonezji w Polsce, opowiadając o historii festiwalu, którego początki sięgają roku 2005, a pierwszą gwiazdą był James Brown. Jazzowych muzyków indonezyjskich grało wówczas niewielu, najwyżej 30 %. Dzisiaj proporcje się zmieniły, publikę przyciągają indonezyjskie gwiazdy, które rozwijały się u boku muzyków zachodnich. Chociaż na obecnym festiwalu występuje aż czterystu sześćdziesięciu trzech muzyków spoza Indonezji, to tutejszych jest ponad ośmiuset, łącznie ponad 300 zespołów! Mówił też o swojej fascynacji polskim jazzem, o przenikaniu się muzyki wschodu i zachodu i wspólnym koncertowaniu w imię samej muzyki, ale i wzajemnego poznania, co, idąc dalej, służy pokojowi na świecie. O światowych gwiazdach, które występują na siedemnastu scenach. Są tu Bobby McFerrin, Chaka Khan, Christina Perri, Richard Bona czy Jessie J.
Mieszając się z tłumem oblegającym sale koncertowe, stoiska ze wszystkim, co kojarzy się z muzyką czy niezliczoną ilość restauracji, knajpek czy barów podążałem od koncertu do koncertu. Od poziomu zerowego terenów Expo, na których odbywał się festiwal, po szóste piętro gmachu, gdzie miały miejsce kolejne koncerty. Niezwykły rozmach, niezwykła oprawa niezwykłego festiwalu. Największego w Indonezji, największego w Azji, zapewne największego na świecie.
Miałem sen. Śniło mi się, że byłem na Java Jazz Festival 2015.

Jerzy Pawleta
Indonezja, Dżakarta

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.