Kuba. Cuba Libre! (publikacja All-Iclusive Magazine)

 

Link do artykułu: http://www.all-inclusive.com.pl/artykuly/dalekie-podroze/8541-cuba-libre

Kuba to z wielu względów miejsce wyjątkowe na mapie świata. Elementem charakterystycznym a zarazem wyjątkowym w swojej masie, są tutaj stare amerykańskie samochody wtopione w kubański miejski krajobraz. Gdy wyszedłem z lotniska, nie miałem wątpliwości gdzie jestem. Pierwsze zdjęcie jakie zrobiłem, to ciemnoskóra dziewczyna wysiadająca z pięknego, starego, nieco rozpadającego się niebieskiego amerykańskiego krążownika szos o wielkich skrzydłach, w których zamontowane są tylne lampy pojazdu. Klasyczna kubańska taksówka, jakich spotkałem później dziesiątki, a od których nigdy nie mogłem oderwać wzroku. Są kolorowe, ogromne, ładują do swojego wnętrza tyle osób, ile się zmieści. Jeśli załapiesz się na przejazd z tubylcami, zapłacisz za przejazd 1 CUC (ok. 1 Euro), przepłacając 100%. Jeśli pojedziesz jako turysta, zapłacisz za tą samą trasę 10 do 20 CUC. Zależy jak się będziesz targował i jak daleko chcesz zajechać. Osobnym rozdziałem są kabriolety. Też możesz użyć ich jako taksówki, ale tu cena zaczyna się od 35 CUC, gdyż generalnie służą do zwiedzania miasta. Oczywiście można, i należy, się targować, ale często popyt przewyższ podaż. Ta opcja podziwiania stolicy ma przewagę nad otwartymi autobusami turystycznymi, gdyż samochody wcisną się w każdy zaułek, kierowcy pokażą wam co tylko zechcecie, a często sami podpowiedzą, co warto zobaczyć. Utrzymanie takich samochodów do tanich nie należy. Części zapasowe sprowadzane są z USA, gdzie ich wyszukiwaniem i skupywaniem zajmują się wyspecjalizowane grupy Kubańczyków mieszkających głównie w Miami. Często oryginalne silniki wymienia się na mniejsze, bardziej ekonomiczne, by na jednym litrze paliwa zrobić nie trzy, a przynajmniej sześć kilometrów. Gdy pytałem o cenę dobrze utrzymanego samochodu, ta nie schodziła poniżej 30.000 CUC. Na krótkie odległości warto wziąć rikszę lub po prostu wybrać się na spacer. Hawana ” w bezpośrednim kontakcie” jest fascynująca.


A propos płacenia – sprawa pieniędzy na Kubie jest dosyć skomplikowana. Oprócz peso „wymienialnego” CUC, który jest podstawowym środkiem płatniczym, szczególnie dla turystów, jest też peso „narodowe” CUP, w którym wypłatę otrzymują Kubańczycy. Jest warte około 25 razy mniej od CUC. Też możemy nimi płacić, ale raz, że trudno znaleźć kantor, który wymieni nasze Euro (dużo lepszy kurs niż za dolary) na CUP, dwa – ja nie spotkałem miejsca, gdzie mógłbym zapłacić w „narodowych”. Bankomaty, jeśli w ogóle je znajdziecie, nie zawsze akceptują nasze karty płatnicze. To samo dotyczy płatności kartą, warto więc zabrać ze sobą wystarczającą ilość gotówki.
Na Kubie, oprócz zabytkowych samochodów, szczerego uśmiechu i wszechobecnego przyjaznego „ola!”, powitała mnie również muzyka. Tą spotkacie, lub raczej ona spotka was, wszędzie. W hotelu, restauracji, kafejce, na ulicy czy sali koncertowej. Jest tak różna, jak skomplikowana jest historia Kuby i wpływ jej zawirowań na obecny kształt kultury wyspy. Oczywiście, dominuje coś, co znamy choćby z bodaj najbardziej kultowej produkcji – Buena Vista Social Club. Filmu i ścieżki dźwiękowej, które sprokurowały modę na muzykę kubańską. Genialne i zarazem moje ulubione „Chan Chan” słyszałem w tylu niezwykłych wersjach! Bardzo wysoki jest poziom koncertów muzyki klasycznej. Generalnie dobrze wykształceni Kubańczycy, szkolnictwo jest bezpłatne, tu również otrzymują znakomite podstawy do startu na światowych scenach. Miałem przyjemność uczestniczyć w znakomitym koncercie w dawnym XVIII-wiecznym kościele Convento de San Francisco de Asis, obecnie muzeum i sala koncertowa, usytuowanym przy pięknym Plaza de San Francisco, otoczonym zabytkowymi budynkami i otwartym na Terminal Sierra Maestra oraz zatokę Bahia de la Habana. Czterdziestometrowa wieża świątyni to najwyższa konstrukcja w starym mieście. Środek placu wyznacza Fontanna Lwów, Fuente de los Leones, wykonana z białego marmuru. W wielu miejscach usłyszymy musicale czy muzykę popularną. Jednym z najpiękniejszych budynków w których można usłyszeć taką muzykę jest Teatr Wielki, Gran Teatro de la Havana, usytuowany w sąsiedztwie charakterystycznej dla Hawany budowli, jaką jest monumentalny, wzorowany na amerykańskim, Kapitol (Capitolio). Po wyjściu z teatru bez trudu znajdziemy magiczną kolorową taksówkę, stoi ich tu zawsze pełen wybór. A jeśli zapragniemy po spektaklu napić się kawy, tuż obok zaprasza tchnąca kolonialnym charakterem Gran Cafe de Louvre przy równie klimatycznym hotelu Inglaterra. W poszukiwaniu różnych odmian muzyki warto odwiedzić też jeden z kabaretów, jak choćby sławny Tropicana Club, gdzie różnorodność kubańskiej muzyki przeplata się z szaleństwem tańca i strojów.


Co jeszcze wyróżnia Kubę? Rum, oczywiście. Duma kraju, produkowany w wielu destylarniach i odmianach, znakomity sam w sobie, stał się kanwą do rozwinięcia swoistego współzawodnictwa w dziedzinie wymyślania nowych koktajli i ich nazw. Barmani prześcigają się w nowych pomysłach, by zaskoczyć gości. Nie mniej największym wzięciem wśród koneserów dobrych trunków cieszą się drinki klasyczne, uwielbiane przez znane postaci, które gościły na Kubie. Niektóre z tutejszych knajpek nazwiska sław wypisane mają na swoich szyldach, jak na przykład bar i restauracja „Floridita”, gdzie kolejka do baru czy po kawę wydaje się nie kończyć. Nikogo to nie zraża, przecież tutaj bywał Ernest Hemingway. Jeśli ktoś nie lubi tłumów, to w „El Presidente” napijemy się wspaniale sporządzonego drinka Daiquiri, który był ulubioną mieszanką na bazie rumu tegoż pisarza. Dodatkową atrakcją knajpki umiejscowionej na wysokim piętrze starej kamienicy jest znakomity widok na wielokilometrową promenadę Malecon, o którą rozbijają się fale Zatoki Meksykańskiej. No i intrygująca Kubanka zapraszająca na drinka. Jednym z najlepszych drinków z rumem w roli głównej, jakie miałem przyjemność zdegustować, był Havana Especial sporządzony w hotelu „Habana Riviera”. Wielki gmach zbudował w Vedado, nowej części Hawany wzorowanej na otwartych przestrzeniach Miami, znany gangster polsko-żydowskiego pochodzenia Meyer Lansky (Meier Suchowlański). Jego wnętrza zachowały oryginalny wystrój z epoki, zwłaszcza efektowna restauracja czy przylegający bar. Jak oprzeć się zaproszeniu barmana, jeśli ten oprócz drinków serwuje opowieści z tamtych czasów poparte archiwalnymi zdjęciami, które zarchiwizował w swoim telefonie komórkowym! W Hawanie każdy drink, to osobna historia. Nie inaczej było z moją przygodą z Che Guevarą. Jedna z wielu tak pięknych, jak rozpadających się uliczek starej Hawany, La Habana Vieja, tętni swoim południowym rytmem. Życie toczy się na ulicy, w oknach, na skrzyżowaniach, w maleńkich knajpach. Koło jednej z nich, „El Angel de Tejadillo”, zaczepia mnie z uśmiechem ciemnoskóry obywatel tego kwartału miasta. Sprowokował go mój beret z wizerunkiem symbolu rewolucji. W dosyć prostym wnętrzu, gdzieś zupełnie na uboczu znajduje się mały stolik z maszyną do pisania i sfatygowane krzesło. Na ścianie wiszą zdjęcia Che Guevary, kartka z zapisanym tekstem i pokaźnych rozmiarów dzwon. Właśnie w tym miejscu zasiadać miał Che Guevara, tu pisał swoje teksty. Dzwon oznajmiał wszystkim jego przybycie, był prowokacją skierowaną w stronę agentów CIA, którzy dybali na jego życie. Ku czci Che Guevary serwuje się tu, podobno jedyne w Hawanie, drinki w kolorach flagi Kuby. Niebieskim, białym i czerwonym. Jak nie przesiedzieć w towarzystwie barwnego towarzystwa dzielnicy kilkunastu minut sącząc kolorowy płyn (z rumem, oczywiście), przyglądając się życiu płynącemu obok i słuchając niekończących się opowieści? Wyśmienitych drinków, których bazą jest rum, skosztować można wszędzie. Od najlepszego hotelu w mieście po najzwyklejszą knajpkę na rogu. Od zapuszczonego sklepiku po luksusowy katamaran, na którym opłyniemy zatokę, podziwiając miasto od strony morza. Mojito, Pina Colada, Cubata, Ron Collins czy wspomniane Daiquiri czy Especial to lista klasyków. Na jej czele stoi najprostszy – mieszanka rumu i tutejszej coli „TuKola”, czyli Cuba Libre. Wolna Kuba!


Hawana to swoista mozaika. Ogrom doznań i wszelkich pokus czy ofert jest tak ogromny, że nigdy nie starcza dnia, by zrealizować założony plan zwiedzania. Zawsze znajdziemy uliczkę, która skusi nas kolorytem swoich kamienic, muzyką dobiegającą zza rogu, knajpką wabiącą zapachem kawy. Impulsy są tak silne, że trudno trzymać się wytyczonego azymutu. Bo przecież oprócz wielu placów otoczonych zabytkowymi kamienicami u stóp których usadowiły się tętniące życiem knajpki, znajdziemy w starej, będącej na liście UNESCO Hawanie i bezpośrednim sąsiedztwie monumentalne budowle świadczące o tym, jak ważnym miastem była na przestrzeni wieków. Są ich dziesiątki. Wspomnieć wystarczy barokową bazylikę na Plaza de la Catedral, Muzeum Rewolucji Kubańskiej mieszczące się w dawnym pałacu prezydenckim dyktatora Batisty, z tego samego okresu zamek de la Real Fuerza, dawna rezydencja hiszpańskiego gubernatora, XVIII-wieczny senat i ratusz miejski czy znaczna liczba kościołów, katedr i klasztorów. Zaglądając na nabrzeże, tuż obok terminalu Sierra Maestra, gdzie podczas mojego pobytu miało miejsce historyczne wydarzenie – do Hawany przybył po raz pierwszy od czasów politycznego i gospodarczego embarga ze strony USA ogromny rejsowy turystyczny transatlantyk Adonia Hamilton, mieści się hala targowa, gdzie oprócz podstawowych artykułów znajdziemy największą galerię malarstwa, jaką w życiu widziałem. Pod ogromnym dachem artyści i zwykli sprzedawcy oferują obrazy umieszczone piętrowo na wielkich stojakach tworząc zawiły labirynt sztuki przeróżnej. Tuż obok zaprasza niewielki browar o długiej, dźwięcznej nazwie Cerveceria Antiguo Almacen de la Madera y El Tabaco, gdzie oprócz degustacji kilku rodzajów piwa możemy zjeść pyszny posiłek i, oczywiście, posłuchać zespołu grającego gorące kubańskie przeboje. Za 10 CUC kupimy płytę CD z muzyką w ich wykonaniu. Przy tej samej ulicy mieści się muzeum rumu – Museo del Ron. W kilkupiętrowej kamienicy mieści się wiele eksponatów związanych z wytwarzaniem trunku, multimedialne ekspozycje przybliżające jego historię czy dobrze zaopatrzony sklep. Niemal vis a vis znajduje się spory mural z kolorową podobizną Che Guevary, idealne miejsce do zrobienia sobie selfie z kultowym rewolucjonistą. Scenerię starej Hawany wykorzystali twórcy serialu House of Lies / Kłamstwa na sprzedaż Dona Cheadle’a. Jest to pierwsza realizacja amerykańskiego scenariusza na Kubie od momentu przywrócenia stosunków USA – Kuba. Ekipę Hollywood i ich wielkie ciężarówki spotkałem koło kościoła Angel Custodio. Realizacji filmu towarzyszyło wielkie zainteresowanie Kubańczyków. Wielu z nich miało wpięte w klapy marynarki czy koszule znaczki symbolizujące przyjaźń kubańsko-amerykańską.


Miejscem, które nie sposób jest ominąć przemieszczając się przez Hawanę, jest Plaza de la Revolucion, Plac Rewolucji. Centralnym punktem jest monumentalny pomnik z figurą Jose Marti, kubańskiego bohatera narodowego, przywódcy ruchu niepodległościowego w XIX wieku a zarazem poety i pisarza. Otaczają go równie monumentalne budynki rządowe. Nie byłyby może warte wzmiankowania, gdyby nie bodaj najczęściej fotografowany budynek na Kubie – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. I to nie przez szpiegów i wrogów rewolucji, ale przez turystów. Wszystko przez monstrualnych rozmiarów metaloplastykę przedstawiającą wizerunek El Comandante Che Guevary. Plac Rewolucji dobitnie przypomina nam, że kubańska rewolucja ciągle trwa. Inny jest jedynie jej charakter. Wydaje się, że bardziej przystający do naszych czasów.


Po drugiej stronie wejścia do Bahia de la Habana i portu znajdują się dwie ogromne, największe w obu Amerykach hiszpańskie fortece z XVI wieku – Castillo El Morro oraz Fortaleza de San Carlos de la Cabana. Dostać się do nich od strony miasta można wyłącznie tunelem drogowym biegnącym pod kanałem. Warto zapuścić się w zakamarki El Morro, poczuć i usłyszeć huk fal uderzających o skały na których stoi potężna budowla z latarnią morską. Z jej murów roztacza się wspaniały widok na całą zatokę i miasto. Pod nimi usadowiła się sympatyczna restauracja Los Doce Apostolos. La Cabana znajduje się nieco powyżej, na niewielkim wzniesieniu. Jej gigantyczne przestrzenie i zakamarki gościły tegoroczne międzynarodowe targi turystyczne FITCUBA. Coroczne wydarzenie skupiające wystawców z wielu krajów. Organizacje turystyczne, linie lotnicze, sieci hotelowe czy wystawców reprezentujących różne dziedziny turystyki Kuby. Było to już 26-te wydanie tej zakrojonej na szeroką skalę imprezy. Jak co roku targi odbywają się przy znacznym udziale oficjeli i zwiedzających. Zaskoczeniem dla mnie była silna reprezentacja Kanady i fakt, że Kanadyjczycy stanowią największy procent turystów odwiedzających Kubę.
Hawana wciąga, ale Kuba to wiele atrakcyjnych miejsc. Jedziemy do prowincji Pinar del Rio. W Las Barrigonas zatrzymują nas przedziwne „baniaste” palmy, pod którymi usytuowały się plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Liście tytoniu zbiera się w lutym i marcu, będąc tutaj w maju miałem okazje zobaczyć suszące się w naturalnych warunkach liście, które zanim podda się rolowaniu na cygara podlegają procesowi fermentacji trwającemu około czterdziestu pięciu dni. Dopiero wtedy mają właściwości wystarczające do tego, by tworzyć z nich sławne na cały świat kubańskie cygara. W nieodległym sklepiku można kupić gotowe wyroby sprzedawane pod różnymi markami i różnej jakości. Cena oczywiście też jest bardzo różnorodna. Kolejny przystanek to park linowy „Canopy Tour” usytuowany w malowniczym rejonie Valle de Vinales. Rejon ten, sławny z upraw tytoniu, wpisany został na listę UNESCO z uwagi na niezwykły krajobraz tego miejsca. Wyrastające pojedynczo z doliny góry tworzą niezwykłe formy, między którymi usytuowały się małe wioski i plantacje. Na jednej z takich gór oddajemy się szaleństwu przejazdu na linach kilku odcinków o różnej skali trudności i szybkości przejazdu. Kaski, w które nas uzbrojono nie są jedynie od parady. Natomiast widoki, które podziwiamy zawieszeni wysoko nad doliną są fantastyczne! W jednej z dolinek, pod wielką wymalowaną w ogromne murale skale, tubylcy twierdzą, że historyczne, usytuowała się sympatyczna restauracja. Tak, to najwyższy czas na kubański specjał, jakim jest zupa ajiaco i ropa vieja, „stare łachy”, rozdrobniona wołowina podawana z ryżem i warzywami. Nie zabrakło kubańskich drinków oraz muzyki na żywo, w tym mojego ulubionego „Chan Chan”.


Natomiast Kuba to Karaiby, przecież! A jeśli Karaiby to i wspaniałe białe plaże, turkusowe wody wybrzeża, palmy i wakacje, wakacje, wakacje….. Jak nie uciec choćby na chwilę w takie miejsce. Warto pojechać do relatywnie nieodległego od Hawany Varadero, miejscowości oferującej wakacyjne przyjemności w stu procentach. Wita nas tam reprezentacja restauracji i klubu „The Beatles” w iście rock&rollowym rytmie granym na żywo na placu przed turystycznym kompleksem handlowo-restauracyjnym „Plaza America”, będącym również Centrum Konferencyjnym, wychodzącym wprost na białą plażę. Nie jest to rzecz zwyczajna w najnowszej historii Kuby – muzyka takich zespołów jak The Beatles czy Rolling Stones była przez lata zakazana przez rządzących państwem. Odwilż dyplomatyczna spowodowała, że na wyspę niedawno zawitali z darmowym koncertem w Hawanie sami The Rolling Stones, wieńcząc swoją latynoamerykańską trasę. Muzykom klubu „The Beatles” towarzyszą ubrani w czarne skóry z wyszytymi napisami Latino Americanos Cardenas Cuba Motociclistas Asoc. kubańscy harleyowcy! Tak, ten team ma swoich członków również na wyspie. Przy plaży króluje salsa a na piasku rozłożyli swój sprzęt kite-surferzy zapraszając do szaleństwa na wodzie i w powietrzu. Chce się żyć! Jesteśmy gośćmi hiszpańskiej sieci eleganckich, komfortowych hoteli Melia Hotels & Resorts. Nasz obiekt Melia Marina Varadero znajduje się tuż przy morzu, więc czym prędzej zanurzamy się w ciepłych, aksamitnych wodach Karaibów. Na lunch warto wybrać się katamaranem na jedną z nieodległych wysepek, odwiedzając „po drodze” morskie delfinarium. To niezwykła przyjemność obserwować te baraszkujące w wodzie nadzwyczaj sympatyczne ssaki. Jeszcze większa uczestniczyć w ich zabawie. Turyści zapraszani są do ogromnych basenów skonstruowanych na środku morza i mogą głaskać ocierające się o nich delfiny, bawić się z nimi czy nawet próbować podnieść! Frajda niezwykła. Kilka mil morskich dalej czeka na przybyszów karaibski raj. Maleńka palmowa wyspa z otaczającą ją białą plażą, turkusowymi ciepłymi wodami i otwartą restauracyjką skonstruowaną na granicy piasku i palmowego gaju. Tutaj oddać możemy się do woli przyjemnościom pływania, nurkowania, gier plażowych, opalania czy wreszcie zajadania się świeżymi rybami czy owocami morza przyrządzonymi w genialny karaibski sposób. Barmani serwują wina, zimne lokalne piwo Cristal czy sławne kubańskie drinki. Wracamy do domu? Nunca!


Jerzy Pawleta, Kuba

Powyższe pliki również możesz zakupić korzystając z formularza po prawej stronie.

O autorze

Jestem autorem wszystkich zdjęć, artykułów i materiałów wideo załączonych na stronie www.jerzypawleta.pl. Zabrania się publikowania zdjęć ze strony www.jerzypawleta.pl w pejoratywnym kontekście w stosunku do przedstawianych ludzi, miejsc czy zdarzeń.